Konkret 

Zurück

Prusy Zakonne

 

Zakon Braci Szpitala Niemieckiego Najswietszej Marii Panny w Jerozolimie, tak brzmiala pelna i oficjalna nazwa Zakonu Rycerskiego, lub inaczej, Zakonu Niemieckiego, ktorego znaje chyba w Polsce wszyscy pod nazwa "Krzyzakow". Poczatkowo utrzymywal sie z jalmuzny i darow. Zakon zajmowal sie przedewszystkim pielegnacja chorych. Bracia zakonni zwrocili sie do papieza aby zezwolil on im, poza zajmowaniem sie chorymi, uczestniczyc tez w walkach z poganami . Innymi slowy z zakonnikow sanitariuszy mial papiez zrobic zakonnikow rycerzy. I rzeczywiscie, w roku 1199 papiez Innocenty III przychylil sie do tej prosby i tak powstal Deutsche Orden , czyli Zakon Niemiecki, ktory tyle krwi napsul zyjacym wieleset lat pozniej polskim historykom, zaplodnil pisarzy i malarzy , pobudzil ich niezdrowa wyobraznie i pod ich wplywem poruszyl serca i umysly ogromnej rzeszy Polakow ktorzy na tych "skurwieli" patrzyc nie mogli bo im Warmie i Mazury zabrali , i co niektorym Torun , Gdansk , Elblag i Olsztyn , a w szczegolnosci te piekne jeziora ze Sniardwami i Mamrami wlacznie .

Jak zwykle tak i teraz , celem tego krotkiego szkicu nie jest pelna historia tego wielce zasluzonego zakonu z ktorym zapoznac sie mozna we wszystkich liczacych sie europejskich bibliotekach, poza polskimi i rosyjskimi oczywiscie, w ktorych czytelnik znajdzie niezliczona ilosc prac naukowych na ten frapujacy temat. Zapoznac sie w nich mozna z ich dzielem i osiagnieciami ktore w stosunkowo krotkim czasie dokonali ukryci pod zakonnymi plaszczami . Ich inteligencja i tworczy zapal nie maja sobie rownych w sredniowieczu , ale i pozniej. Prace naukawe ktore zostaly opublikowane na ten temat, pomijajac polskie i rosyjskich, sa rzeczowe , naogol bezstronne, krytyczne i wyczerpujace. Nie sa one niestety dostepne w Polsce .(.....) Profesor Charles Higounet , francuski historyk, specjalista od osadnictwa niemieckiego na wschodzie Europy w okresie sredniowiecza , ktory jak mowi o sobie: "poswiecilem temu zagadnieniu 50 lat swojego zycia , i przez ten dlugi czas datarlem do wszystkich mozliwych dokumentow", wydal obszerna prace naukowa w ktorej omawia tez owa z mitologizowana wersje "wyrzniecia" Prusow (Higounet,Charles: Die deutsche Ostsiedlung im Mitelalter / Berlin: Siedler,1986,ISBN 3_88680_141_1). (....)

Prof. Charles Higounet twierdzi, iz w tym sporze niemieckich i polskich historykow nie stoi po zadnej stronie , dodaje jednak: "mam wielu polskich przyjaciol wsrod historykow" . Osobiscie do kazdej relacji historycznej podchodze jak dobra gospodyni w sklepie spozywczym, ktora kazde jajko przeswietla nim wlozy do koszyka , w jajach zdarzaja sie sztuki niezepsute , w historycznych relacjach panow uczonych prawie zawsze (zepsute) .

Prof Higounet wyrazil sie kiedys tak , cytuje :

"Zadaniem nauki historii jest o przeszlosci informowac , i jak tylko mozliwe wyjasniac . Nie jest jej zadaniem ponad nia o s a d z a c" (kon. cyt. p.m) . Takie stanowisko rozumiem i popieram , kto sie tego jednak scisle trzyma ? W Polsce chyba nikt ! Gdzie indziej tez malo kto ! Brytyjski historyk Roger Collins napisal wprost: historiografia rzadko kiedy jest neutralna . Posluchajmy wiec a raczej przeczytajmy co szanowny profesor z Francji ma nam do powiedzenia , nie ma zadnych powodow aby jemu nie wierzyc . Cytuje :

" Kiedy podaza sie za pytaniem jak przebiegaly i ksztaltowaly sie stosunki pomiedzy Niemieckim Zakonem a ludnoscia miejscowego pochodzenia w Prusach , trafia sie zaraz na czeste i uporczywie powtarzane twierdzenie ze ci niemieccy panowie mieliby Prusow calkowicie zniszczyc i dowiaduje sie czlowiek o takiej liczbie zabitych ktora jest tak przesadzona iz przekracza podwojna liczbe zamieszkalej w Prusach ludnosci ."

" Jak wytlumaczyc fakt iz wiekszosc pruskiej arystokracji wstapila na sluzbe Niemieckiego Zakonu i wiecej nawet , ze ludnosc nie niemiecka w zagospodarowaniu tego kraju brala udzial z ta rzekoma eksterminacyjna polityka prowadzona przez Zakon" (...)

"Niemieccy osiedlency w Prusach w wiekszosci osiedlali sie tylko na terenie lesistym i niezagospodarowanym . Miejsca i tereny zajete przez Prusow ale takze przez Slowian byly omijane i na te tereny osadnicy w ogole nie postawili swojej s t o p y ."

"Chlopstwo pruskie w dalszym ciagu swoje male wsie i zagrody zatrzymalo i dalej w nich mieszkali (Hakenzinsdörfer )" "Rowniez i Prusowie brali czynny udzial w dalszym poszerzaniu i zagospodarowywaniu powierzchni rolnych we wschodnich czesciach kraju ."

"Na Warmi nie robiono zadnych roznic miedzy Niemcami a stara pruska ludnoscia ."

" W zagospodarowywaniu "dzikich" obszarow Prus otrzymali wolni Prusowie te same prawa co osadnicy z zachodu . Obydwie grupy ludnosciowe osadzono w waznych strategicznie punktach " "Polacy w ziemi chelminskiej ze swoje strony uczestniczyli w rozbudowie i zagospodarowaniu w.g. prawa chelminskiego i rycerze zakonni w tym rejonie swoja ziemie przeznaczyli im do zagospodarowania" . (koniec cytatow)

(....) Tyle szacowny profesor , sucho , rzeczowo i bez podtekstow . Jak jednak w tym ukladzie wyglada polska historiografia ? No i te inne rozne "rzeczy" ; literatura , film , wsciekla propaganda antykrzyzacko - niemiecka ? Wszystko okazuje sie wierutnym klamstwem i pachnie na kilometry, - manipulacja do kwadratu !

Polakom wciskalo sie do mozgow zupelnie co innego , uczeni robili to bardziej dyskretnie ale systematycznie , ci inni walili z Grubej Berty bezlitosnie i bez zadnych hamulcow !

(....). Jak w Prusach bylo naprawde to wiemy juz z urywkow pracy prof Higuonet'a, a jak widzial to nieoceniany Jasienica ? Cytuje :

" Chlopstwo pruskie popadlo w ciezka niewole i masowo ginelo." Ale zaraz ciut dalej dodaje:

" Ale przez dlugi czas jeszcze kraj nie mial charakteru niemieckiego , z Mazowsza naplynelo wielu osadnikow polskich , ktorzy pomimo ucisku zachowali narodowosc do naszych czasow ". ( k.c. p.m.)

Podobnie "dowodzil" Dmowski: z jego memorialu do prezydenta Wilsona z dnia 8.10.1918 dowiadujemy sie :

"w Ostpreussen panuja prawdziwe sredniowieczne stosunki... gdzie chlopstwo zyje i pracuje w typowych niewolniczych warunkach i gdzie obchodzi sie z nim i wychowuje je w duchu sluzalczosci i ucisku. Musi rowniez tam (w Ostpreussen .) nastapic socjalny i polityczny postep, twierdzil Dmowski, Ostpreussen musi zostac przyznane Polsce". (W. Recke "Die polnische Frage als Problem der europäischen Politik" str. 318 - 319.)

Po 1945 wprowadzono tam ten opozniony nieco "dmowski socjalny i polityczny postep" ktory oznaczal ze z kwitnacego kiedys kraju, po obu stronach dzisiejszej rosyjsko_polskiej granicy, zrobiono europejska kloake!

Hmm ! To sie nam problem skomplikowal ! Historyk literat Jasienica i polityk Dmowski wiedza tam swoje ! Chlop pruski walczyl o swoje zycie rozpaczliwie , "Krzyzaki" zrobili z Prus burdel , sytuacja byla superdramatyczna , a tu okazuje sie ze do tego "teutonskiego piekla" stworzonego przez Niemiecki Zakon wala polscy osadnicy ze az sie kurzy . Malo tego, pomimo tego cholernego "ucisku i wynaradawiania" nie zapomnieli gadac po polsku przez setki lat . Mozna krecka dostac ! Dodatkowo dowiadujemy sie ze Prusy wcale nie mialy charakteru niemieckiego jak "krzyzaki" tam rzadzili , tylko polskiego . Wiec po co ten caly jazgot ? (....) Prawda jest ze w Prusach osiedlilo sie sporo przybyszy slowianskiego pochodzenia , gdzie znalezli godziwe warunki do zycia ktore na Mazowszu nie mieli , i prawda jest tez iz pewna ich liczba zachowala swoje przyzwyczajenia i jezyk . Przewazajaca czesc na przestrzeni setek lat zasymilowala sie i zostali Niemcami , jest to proces naturalny i wlasciwie nie do zatrzymania . Podobnie wyszlo z tymi Niemcami w Polsce, zostali Polakami .Ci natomiast z ktorych tak dumny byl Jasienica generalnie wzrastali dwujezycznie lecz w niemieckiej kulturze i szczesliwie dotrwali do 1945roku . Nazwali sie, lub tez ich nazwano Mazurami i Warmiakami. Nie tylko autor "Polski Piastow" byl z nich dumnny , wszyscy byli , Gomulka byl , biuro polityczne bylo , polscy komunisci byli , literaci i filmowcy byli , nawet dziennikarze, poprzez nich wszystkich cale polskie spoleczenstwo bylo dumne , ba, nawet historycy byli dumni , moze najbardziej ze wszystkich....... ale.... , jak (12) juz tych "skurwysynskich krzyzakow" i "zdrajcow Polski" nie bylo !! Byli potrzebni polskiej propagandzie , nie decydentom i prawdziwym Polakom ? "w naszej Polsce" !! Tych jasienicowych osadnikow z 14 wieku , tez tych pozniejszych z Mazowsza i innych czesci Polski , gnali inni osadnicy wschodniego pochodzenia w 1945 roku na cztery strony swiata , obywatele tego samego narodu do ktorego Jasienica nalezal , przy milczacej aprobacie panstwowych i politycznych polskich wladz i calego polskiego spoleczenstwa ! Niektorzy z mlodszych byc moze westchna i powiedza, - co za zasrana historia ! Byc moze ? Jedna z nielicznych polskich akcji w historii - wykonana z precyzja i jak efektywnie !

Jedyny chyba w Europie kraj czysty rasowo ! "Sami swoi" ! (....)

Chlopi_ osadnicy siedzieli u tych "Krzyzakow" 700 lat jak u pana Boga za piecem , az tu nagle w 1945r. po paru godzinach czy po paru dniach ( moja ciotka po paru dniach) , w najlepszym przypadku po paru latach (dwoch , trzech) , musieli zwijac manatki i udawac sie na poszukiwanie nowej ojczyzny, zeby zrobic miejsce tym "prawdziwym" polskim patriotom ? (....) Taka wersje ze chlopom pruskim ziemie zabierano, ich z niej wyrzucano i mordowano , na ich zas miejsce przychodzili inni osadnicy , jak gdyby juz na "gotowe" i "urzadzone" bylo bardzo latwo uczniom i studentom , tez polskiemu spoleczenstu bez trudnosci wcisnac ze wzgledu na hitlerowska okupacje podczas ktorej faktycznie wysiedlano z gospodarstw cale polskie rodziny i osadzano w nich niemieckie . Bylo to jednak wydarzenie marginalne.

W Prusach w roku 1231 i w trakcie urzadzania tego panstwa takie przypadki nie mialy miejsca, ziemi do karczowania i uprawy bylo duzo, wystarczala dla wszystkich, tez dla polskich osadnikow. Dla pelnego zrozumienia owczesnej sytuacji w tym kraju , ich prawowitych mieszkancow, Prusow, i roli ktora odegral Niemiecki Zakon

w Prusach przejde teraz do paru szczegolow ktore nalezy znac . W roku 1234 wystawil papiez zakonnym rycerzom dokument , w ktorym dal im pelne prawo do tej ziemi, jednoczesnie jednak podporzadkowal ja Watykanowi czyli wzial ja pod opieke sw. Piotra, tym samym zarezerwowal sobie pelna kontrole nad tymi "nowymi" obszarami . W tym samym dokumencie istnieje sformulowanie ktore mowi o "wzieciu pod ochrone miejscowa ludnosc" i zastrzezenie iz "wszystkie umowy ktore zawarto miedzy Prusami i Zakonem maja rowniez obowiazywac w przyszlosci i zostac dotrzymane" . Przyznaje ze te sformulowania brzmia cokolwiek podejrzliwie , zostaly jednak celowo do tego dokumentu wprowadzone bo papiez obawial sie ze z politycznym podporzadkowaniem sobie przez Zakon ochrzczonych juz Prusow zostanie im zabrana osobista wolnosc.

Istnieja papieskie i cesarskie dokumenty w ktorych obie strony z naciskiem i zdecydowanie ostrzegaja Niemiecki Zakon przed ewentualnymi konsekwencjami w przypadku stosowania "niedozwolonych" metod i pogwalcenia umow . Jednoczesnie wyslal papiez do Prus swojego Legata, Wilhelma von Molena , ktory mial za zadanie nadzorowac postepowanie Rycerzy Zakonnych w tym kraju . W swych kronikach z tego czasu Heinrich von Lettland , ktory towarzyszyl papieskiemu legatowi w podrozy po Prusach , pisze ze "Wilhelm tez nauczal nowej wiary i zwracal wszystkim niemieckim kolonistom uwage aby ochrzczonych Prusow traktowac jak rownych sobie." Papiez staral sie trzymac reke na pulsie a rownoczesnie byl posrednikiem miedzy Zakonem i mieszkancami tego kraju . Jednym z efektow papieskiego posrednictwa jest, zadziwiajaca jak na owe czasy , zawarta umowa miedzy Niemieckim Zakonem a Prusami , znana jako "Pokoj z Christburga" z roku 1249 . Zanim przejde do pobieznego jej omowienia jeszcze pare slow o Bulli papieskiej 1234 roku ,(13) istnieje w niej nastepujace sformulowanie , "kraj ten nie podlega zadnej politycznej sile , poza papieska", czyli : szefem jestem ja (papiez) a te polityczne sily to Zakon , cesarz i slowianscy ksiazeta . Kropka !

Dlaczego ta umowa jest zadziwiajaca ? Przedewszystkim dlatego ze jak na sredniowiecze

jest wprost "rewolucyjna", zawarte sa w niej sformulowania bliskie dzisiejszym ( prawa czlowieka) a po drugie , ze traktuje Zakon Rycerski i Prusow jako rownorzednych partnerow ! Z calej tej umowy przebija w zasadzie jedna mysl i zawolanie "wolnosc"! Konkretnie : umowa ta gwarantowala starym mieszkancom Prus prywatna i wolna wlasnosc , prawo dziedziczenia , sadowa rownosc , osobista wolnosc taka sama jaka maja pozostali osadnicy . Umowa ta zapewniala tez prawo dostepu do stanu duchownego Prusom . Zastrzezono w umowie tej jednak ze dotyczy to tylko tych Prusow ktorzy zostali ochrzczeni przyjeli katolicka wiare i przy niej wytrwali , oraz tych ktorzy przeciw Zakonowi zbrojnie nie powstana .

Powstania jednak byly i niestety byly one krwawo tlumione . Umowa ta dawala tez mozliwosc opuszczenia kraju tym ktorzy chrzest przyjac nie chcieli i nowych porzadkow tez nie ! Kto z tego skorzystal ? nie wiem !

Ze podczas podboju Prus rycerze zakonni mogli dopuscic sie czynow godnych potepienia jest niewykluczone . Jasne dla wszystkich jednak musi byc ze poczyniono wszystko by temu zapobiec , ze Prusowie nie byli przeznaczeni do odstrzalu jak sie w Polsce sadzi i mieli zapewniona ochrone owczesnych najwyzszych wladz panstwowych i koscielnych !(....)

Dopoty Prusy byly trzecim czy piatym swiatem nikt powaznie ta kraina sie nie interesowal . Do 1230 roku traktowali piastowscy ksiazeta Prusy jak rezerwat i ciekawostke . Jak lezacego na polnej drodze jeza , kazdy przechodzac usilowal wziac go do reki zaraz jednak klnac jak najety rzucal go na ziemie . Prusami na powaznie zainteresowano sie dopiero kiedy stal juz Thorn , Danzig , Königsberg i t p. Wtedy, gdy zauwazono iz daje "toto" dochody , jest pieknie zagospodarowane i sie interesujaco rozwija . Nikt z najblizszych sasiadow nie postanowil "krzyzackie" postepowanie nasladowac . Mentalnosc byla taka wiecej, - lupiezca .(....)

Wreszcie nadeszla tak dlugo oczekiwana przez wielu chwila. Pewnego pieknego wiosennego poranka 1231 roku Mistrz Niemieckiego Zakonu, Hermann Balk , w asyscie swojej "krzyzackiej armii" zlozonej z 7 (siedmiu ) rycerzy zakonnych , paru pacholkow i pewnej liczby taboru z zaopatrzeniem przekroczyl Wisle w okolicy dzisiejszego Torunia, i czy mial w portfelu te wszystkie wymagane dzisiaj przez polskich historykow "papiery" , z tym "sfalszowanym" kruszwickim swistkiem na czele , oraz watykanski paszport i polska wize , tego nie zdolalem ustalic, - niestety ! Pozostawil na lewym brzegu towarzyszace jemu do "granicy" osoby z Konradem Mazowieckim na czele , ktory zapewne zyczyl Balkowi ( nie pomylic tylko z Bolkiem , bo znowu wybuchnie afera !) , Viel Glück i zanurzyl sie w przepastne czeluscie pruskich borow i moczarow .

Tak zaczela sie jedna z najbardziej fascynujacych a zarazem spektakularnych , a w moim odczuciu dziwna i niepotrzebna wyprawa religijno _ militarna w Europie, po ktorej obiecywali sobie wszyscy nieprawdopodobnych korzysci . Papiez forsy z swietopietrza (taki podatek watykanski) i poprawienie statystyki , cesarz powiekszenia swojego imperium , Konrad nowych poddanych ktorych moglby obdzierac ze skory , jego poddani w przyszlym stolecznym miescie swiezego i zdrowego pruskiego powietrza , nowych terenow rekreacyjnych i wspanialych terenow zeglarskich . Sfrustrowani i bezrobotni "bledni rycerze"( po porazce w Palestynie) , nowej przygody , korzysci materialnych i co niemiara uciechy . Niemiecki Zakon ziemi na ktorej postanowil zalozyc nowe panstwo . Jedynym wygranym zostal Zakon . Zaden papiez nigdy nie dostal nawet centa , cesarz teoretycznie dostal kawal ziemi lecz nie mial tam wiele do gadania . Konrad i polscy historycy popadli w stresy i kompleksy . Napisalem "spektakularna" bo w istocie nia byla . Cala "cywilizowana" Europa zmobilizowala swoje "umyslowe i moralne" sily , na apel papieza i cesarza ruszyl do boju uzbrojony po zeby w pancerzach i przylbicach "kwiat europejskiego rycerstwa" ze Szkocji , Francji , Angli , Hiszpani i Portugali , Niemiec i Polski , i diabel wie skad jeszcze , w ktorych szeregach byli krolowie , ksiazeta krwi , arystokraci , biskupi i zwykli rycerze . Przeciwko komu ta pelna europejska mobilizacja ? Przeciwko jednemu z najmniejszych narodow w Europie liczacemu jak juz wspomnialem niespelna 170.000 tys. obywateli obojga plci oraz dzieci i starcow . Co takiego przeskrobali ze postanowiono ich ukarac ? W moich oczach nic ! W oczach owczesnych decydentow, - sporo ! Nie byli ochrzczeni i co gorsze modlili sie do "natury" .(.....)

Uzylem rowniez okreslenia "fascynujaca wyprawa" - majac na mysli podboj Prus . Bo nia w istocie byla ! Nalezy jednak to przedsiewziecie rozpatrywac z pozycji osiagniec militarnych , organizacyjnych , administracyjnych i gospodarczych razem ! Jestem zdecydowanym zwolennikiem koncowych efektow . Pisanie tomow dziejow i tysiecy naukowych rozpraw , w ktorych na kazdej drugiej stronie autorzy tych prac pisza, podsumowujac kolejny rozdzial historii swoich przodkow, - sory ! , znowu nie wyszlo ! , nie interesuje mnie. (....)

Prusy byly dowodem i experymentem potwierdzajacym ludzka kreatywnosc , ktora potrafi w warunkach swobodnych i nienarzuconych ograniczen , wedlug wlasnej woli ksztaltowac wizje , realizowac pomysly ograniczone jedynie finansowymi mozliwosciami . Z przejrzysta i okrojona personalnie administracja , prostym systemem podadkowym , silna i sprawna polzawodowa armia . Zakon udowodnil rzecz zasadnicza , owczesnie w ogole nie znana i praktykowana , mianowicie, kraj czy panstwo rzadzone madrze i sprawnie nie musi w nieskonczonosc prowadzic zaborczych wojen aby zaspokoic potrzeby panstwa i swoich obywateli ! Zrozumiano i zastosowano to niestety o wiele za pozno , i nie wszyscy doszli do tego rownoczesnie , niektorzy dopiero 15 lat temu a paru nie zrozumialo tego do dzisiaj.

Panstwo Niemieckiego Zakonu mialo jednak pecha . Stworzone zostalo w czasie kiedy obowiazywaly inne wzory oparte glownie na tradycji i "osiagnieciach" rzymskiego imperium, na wzorach dekadenckich , upadku moralnosci , rozbuchanych obyczajow,-ogolnej dengrengolady . Zahamowac ten trend mialo chrzescijanstwo ze swoja nauka "szanuj blizniego jak siebie samego" Kosciol nie potrafil tego naprawic. Ksiazeta kosciola zamiast siedziec w zakrystiach zajeli sie polityka i w duzej czesci uczestniczyli w tym upadku . Traktowali biskupstwa jak dochodowe folwarki . Uczestniczyli w rabunku swoich "owieczek" dokladnie a moze dokladniej niz ksiazeta i krolowie .(7) Chcieli biskupi , aby pomnozone przez nich bogactwo bylo dziedziczne , domagali sie prawa, a wlasciwie je posiedli, decydowania w sprawach swieckich , to stalo w sprzecznosci z tym co bylo i dzialo sie w Prusach , gdzie obowiazywala jedna wladza , jeden poborca podatkow , jeden sad , jedno prawo, w przeciwienstwie do innych krajow , w ktorych bylo trzech poborcow , trzy sady , trzy prawa , a ponadto trzy armie , krolewska , ksiazeca (arystokratow) i biskupia . W tych krajach prywatne kasy byly pelne a krolewska, czyli panstwowa, pusta . Prusy Zakonne byly "dziwolagiem" ktory irytowal wszystkich . Bez krola , krolowych , krolewiat , krolewn , arystokratow stojacych ponad krolem , senatorow , wojewodow , sekretarzy stanu , hetmanow , krolewskiego dworu i tego calego blichtru , zlotej wolnosci , potrojnego aparatu ucisku , poczwornych siedzib krolewskich , wiecznych psujkow , ciaglych naprawiaczy , rozbestwionej szlachty , kardynalow , arcybiskupow i biskupow , no... tych paru w Prusach bylo , musieli jednak. siedziec w kosciolach . Zakonne panstwo nie bylo jednak idealem, mialo swoje problemy szczegolnie pozniej, wewnetrzne .Rzadzili tez tym krajem pod koniec ludzie bez polotu i wyobrazni, dla rodowitych Prusow juz obcy, przybysze z glebi Niemiec. Nie wszyscy byli Hermanem von Salza, byc tez nie mogli, tacy nie rodza sie na kamieniu . Koniec sredniowiecza byl okresem diametralnie innym od czasow pozniejszych i tak zwanych nowozytnych . Nawet rok 1466 nie wniosl zadnych zmian . Europa miala dopiero wszystko przed soba . Rzadzacy Prusami zakonnicy byli nieodrodnymi synami swej epoki . Byli mistrzami i zarazem partaczami .

Prusy zostaly podbite , Prusowie ochrzczeni i co dalej ? Ten jeden z najpiekniejszych europejskich rejonow trzeba bylo urzadzic i zagospodarowac , te zalozone na predce miasta przypominaly wiecej twierdze obronne i wymagaly szlifu i to porzadnego, aby nabraly europejskiego wygladu . Kraj nalezalo podzielic administracyjnie . Podzielono go na komtury ( Komturei ) , ktorymi zarzadzali komturowie, a ci odpowiedzialni byli za swoj rejon w ktorym zakladano wsie, osady itp. Oddam w tym miejscu glos specjaliscie od tych spraw . Prof Charles Higounet pisze na ten temat :

"Cala organizacja podlegala i wychodzila od Wielkiego Mistrza , ktorego Generalna Kapitula wybierala na cale zycie , on wydawal polecenia komturom . Tysiac Rycerzy ( tutaj profesor troche przesadzil , obstaje przy swoich trzystu ) z rygorystycznie przestrzegana hierarchia i dokladnie wyksztalconym aparatem administracyjnym wystarczylo aby tym ksiestwem ( Prusami,Z.) kierowac i utrzymac w calosci ". (kon. cyt) . Kto jest w stanie jeszcze zaprzeczyc i powatpiewac iz ten kraj nie byl nowoczesnie prowadzony i administrowany ?(.....)

Jak wygladaly i jak byly urzadzone Prusy?

Generalnie podzial ludnosci pruskiej ( odtad tak nazywac bede mieszkancow panstwa Niemieckiego Zakonu ) na wsi przedstawial sie nastepujaco :

1 . Chlopi, mieszkajacy w obrebie jednej wsi .

2. Chlopi, wlasciciele pojedynczych gospodarstw (rozproszone ) .

Podzial ten duzo nie mowi , wsrod kazdej z tych grup istnialy zasadnicze roznice . W pierwszej znajdowali sie osadnicy z zewnatrz i miejscowa ludnosc . Osadnicy z Niemiec i ci Niemcy ktorzy przeniesli sie do Prus z ziem slowianskich ktore poprzednio zagospodarowywali i opuscili z roznych powodow , otrzymywali z reguly gospodarstwa o wielkosci 33 ha (2 hufy) w formie dziedzicznej ktore mogli przekazac dowolnie swojemu nastepcy lub tez sprzedac , musieli jednak Zakonowi placic podatek w ustalonej wysokosci . Dodatkowo zwolnieni byli z innych powinnosci n. p. wojskowej. Jak widac wlasciciele tych gospodarstw niewiele roznili sie od wspolczesnych posiadaczy . Chlopi pochodzenia miejscowego ( stara ludnosc) posiadali gospodarstwa (14) mniejsze z reguly 20 hektarowe , mierzone wedlug innego sposobu (2 haken) . Roznili sie od tych z zewnatrz zasadniczo, miedzy innymi tym ze musieli pelnic sluzbe wojskowa . W podatku roznicy nie bylo zadnej . Grupa ta ograniczona byla tez w prawie spadkowym , to znaczy , spadek otrzymac mogl tylko dorosly syn jezeli takowy byl. Nie mogl tez "stary Prusak" , gospodarstwa po prostu opuscic . Jesli chcial odejsc musial sie wykupic. Czynili to jednak czesto i przeprowadzali sie do miasta , lub po prostu do kupionych lepszych i wiekszych gospodarstw . Istnialy mozliwosci zmiany swego losu, jak widac, i wielu z tej mozliwosci korzystalo .

Do tej grupy zaliczali sie Prusowie powstancy , czyli ci ktorzy weszli w konflikt z prawem .

Zyli wiec !! Nie zostali wymordowani ! Nie gineli masowo jak widac . Zgineli, lecz tylko w chorobliwych mozgach "opisywaczy" historii !

Grupa druga : wlasciciele pojedynczych gospodarstw tak zwani "wolni" ( Freie) , dzielili sie tez na malych wolnych i duzych wolnych. Ci pierwsi posiadali gospodarstwa o wielkosci 80 = 100 ha , roznili sie od zwyklych chlopow przedewszystkim tym ze nie placili podatkow . Glowna ich powinnoscia ktora mieli do spelnienia ...to sluzba wojskowa , tworzyli trzon lekkiej kawalerii i byli nimi "starzy Prusowie" to jest rodowici mieszkancy tej ziemi . "Duzi wolni", to ci ktorzy juz jak na owe czasy posiadali obszarowo duze majatki ziemskie . Sa "panami" nad chlopami? , mozna powiedziec ze byla to pruska szlachta . Super obszarnikow w tym panstwie poczatkowo nie bylo . Czartoryskich , Tarnowskich , Potockich , Sapiechow - posiadaczy latyfundiow kilkudzisieciotysieczno-hektarowych , tez nie ! Srednia wielkosc majatku to 300 - 500 ha . Zdarzaly sie wyjatki ktore mozna na palcach jednej reki policzyc n.p. rodzina Heselicht otrzymala od Zakonu 1440 hufen (okolo 3000tys ha. ) . Grupa ta , ktora dalej bedziemy nazywac "pruska szlachta" musiala oczywiscie Zakonowi odpowiednie powinnosci swiadczyc . Podstawowym ich obowiazkiem bylo wystawienie w czasie wojny jednego lub wiecej ( wielkosc majatku) ciezko uzbrojonych rycerzy . Ale.... i w tej grupie znajdowali sie rodzimi mieszkancy tej ziemi . Zachowal sie dokument z roku 1454 , w ktorym pewien komtur zdaje sprawozdanie Wielkiemu Mistrzowi z zebrania tak zwanych "wolnych" czyli szlachty , na ktorym przekazal im pewne odgorne zarzadzenia . Text z kancelarii zakonnej przeczytal jednym po niemiecku , drugim za pomoca tlumacza (!!) . Jest to dowod (niezbity) ze ci wielcy obszarnicy , nie tylko rodzimego chowu byli, ale....swoja mowe i tozsamosc przez przeszlo 200 lat zachowali . Mysle ze czas juz najwyzszy skonczyc z tymi bzdurnymi okresleniami w rodzaju "ucisk", "wynarodowienie" , "germanizacja", "wymordowanie" , stosowanymi przez historykow pierwszego i drugiego rzutu i uzywanymi w "naukowych" opracowaniach z braku konkretnych zarzutow , ale i zwyklej zlosci w stosunku do tych pogardzanych "krzyzakow" ale i calej zamieszkalej tam ludnosci, czyli Prusow . Ludziom, co by tu nie mowic , ktorzy postawili ten kraj "na nogi?' i ktory z powodu zmieniajacej sie na przestrzeni wiekow historii , tym razem dostal sie w polskie rece , historie nie da sie jednak zatrzymac , bedzie ona sie toczyc nieprzerwanie dalej , dziesiatki , setki lat , a to jest czas ogromny i zmiany nieunikniono nastapia , wszystko jest kwestia czasu !

Poza ludnoscia wiejska w Prusach zyla tez ludnosc w miastach, i to....jakich !! Nawet taki notoryczny gnebiciel "krzyzakow" jak histoliterat i "antygermanczyk" Jasienica , nie wychodzil z podziwu i pisal , cytuje : "Budowle krzyzackie przewyzszaly pod wzgledem doskonalosci wszystko , co dotychczas widziano w"naszych stronach" (k.c. p.m.)

Przypomne skromnie w tym miejscu , ze "w naszych stronach" i pozniej , w przeciagu wieluset lat juz nikt takich wspanialosci nie budowal z pominieciem Palacu Kultury ( ale co to za wspanialosc ?) (....) W panstwie Zakonnym ( wedlug niektorych "w naszych stronach" ) , ludnosc miast , to znaczy mieszczanie byli w 99% Niemcami . Nic na to nie moga poradzic , to byl fakt !

Prof Charles Higounet pisze , cytuje :

" Jezeli przyjrzec sie listom mieszczan do roku 1326 , okaze sie, ze w tych slowianskich panstewkach jak Wielkopolska i Kujawy , oraz okregu Plock i Sieradz , z ogolnej liczby 124 nazwisk 95% moglo byc niemieckich i uwzgledniajac nawet pewien procent bledu w obliczaniu , znaczy to jednak , ze element niemiecki odgrywal role zasadnicza w miastach" (kon. cyt.)

Tak wygladala sytuacja "w naszych stronach", tym razem jednak na ziemiach "rdzennie polskich", poslugujac sie zapozyczonym okresleniem z polskiej historiografii . Zagadnieniem polskich miast , budowanych przez Niemcow, zajalem sie w osobnym szkicu ze szczegolami , dlatego jade dalej

W panstwie zakonnym w miastach mieszkal rowniez i inny element , przedewszystkim rdzenni mieszkancy tej ziemi, Prusowie, ale i Slowianie . Spelniali oni role pomocnicza , krotko mowiac byla to czeladz . Obywatelem mieszczaninem mogl byc tylko Niemiec . Regula ta byla dosyc rygorystycznie przestrzegana jeszcze w 15 i czesciowo w 16 wieku . Wszystkie miasta w Prusach ( dawniej mowilo sie w Prusiech) zalozono a novo z dwoma czy trzema wyjatkami ( n.p. Gdansk) . Przy budowie i zakladaniu miast pomagali czynnie "starzy" Prusowie . Nie moglo tez byc inaczej , skoro n.p. w Komturze (?) Christburg zylo wedlug niezaleznych szacunkowych danych , pochodzacych z dwoch zrodel , wedlug jednego 1421 niemieckich i 718 rodzin pruskich , a drugi szacunek to 670 niemieckich i 961 pruskich rodzin . Powtarzam !! Kto chce , i moze jeszcze zaprzeczyc ze w rozbudowie i zasiedlaniu nie uczestniczyla stara pruska ludnosc ? (....)

Zakonne panstwo rzadzilo sie inaczej, nowoczesnie i pomyslnie, cala zgraja ksiazecych i arystokratycznych rodow europejskich w tym polskich , ktorym brakowalo ziemi do dzielenia nie mogla pogodzic sie z tym ze gdzies tam na polnocy lezal szmat ziemi ktorym nie mogli sie dzielic , rozdawac i wprowadzac swoje porzadki . Istnienie tego " tworu" ktory sie nieprzyzwoicie bogacil , stopniowo powiekszal i stawal sie "jednoscia" w przeciwienstwie do sasiadow ktorzy stawali sie roznorodnoscia i przestawali odgrywac jakakolwiek role ekonomiczna i militarna stanelo oscia w gardle i poszlo na nerwy ! W dodatku nikt nie mogl tego "potwora" ruszyc, ugrysc , napasc , podzielic i roztrwonic . Paru probowalo bez skutku , jeden dostal takiego kopa, ze przez cala reszte swojego zycia potulnie siedzial w Krakowie , godzac sie z kazda propozycja Zakonu . Tych trzystu Zakonnikow rycerzy zapewnilo temu panstwu stabilnosc i spokoj , wszystkim ktorzy tam mieszkali umozliwiono harmonijny rozwoj , wszystko bylo uregulowane w sposob jak na te czasy doskonale , chlopi nie musieli obawiac sie napadow, przezywac palenia swoich gospodarstw i pladrowania . Mieszczuchy stawiali swoje miasta , wojsko stalo na strazy granic . Taka pruska idylla ! Wspaniale miasta i bogate mieszczanstwo , rozwijajacy sie bez przerwy handel i rolnictwo zapewnialy dobrobyt i stabilnosc , przyciagaly wybitnych architektow i rzezbiarzy oraz malarzy , powstaly miasta , ktore BYLY perlami architektury , Danzig , Thorn , Konigsberg , Elbing , Riga , Kulm i dziesiatki innych . To nie moglo sie dobrze skonczyc . Zbyt wielu mialo interes aby ten niepasujacy do ich wyobrazen i sredniowiecznej mentalnosci "dziwolag" jaknajpredzej rozmontowac . Jedni w swej naiwnosci mysleli sie wzbogacic , innym nie pasowal ustroj . Ruszyla propogandowa maszyna , najwieksze uderzenie przyszlo z Polski w przymierzu z papiezem , paszkwile , donosy , oskarzenia , sady i grozby splywaly po Zakonie jak woda . To doprowadzilo wielu do wscieklosci co naogol wywoluje blokade mozgu . Militarnie nie mozna bylo wskorac nic , cesarstwo nie mialo takiej potrzeby , polskie panstwo bylo wojskowym karlem . Pozostawalo zgrzytanie zebami, obrzucanie i bluzganie wyzwiskami i obelgami . Na tym polu paranoia siegala szczytu ! O co tych biedakow nie oskarzano ! O szczegolne zamilowanie do palenia kosciolow , morderstw , gwaltow , torturowanie niewinnych ludzi, roztrzaskiwania niemowlat o koscielne oltarze , bedacy na uslugach biskupow ksieza kronikarze przescigiwali sie w pisaniu i donosili o dokonywanych przez Zakon masakrach podajac liczby w trupach , siegajacych 10.000tys. Wytaczano im procesy ciagnace sie latami , przekupywano swiadkow , falszowano dokumenty . Wszystkie te chwyty powyzej i ponizej pasa mialy na celu tylko jedno , zawladnac bogatymi Prusami za kazda cene i bez ogladania sie na konwenanse . Gdyby ta cala energie wlozona przez te kilkaset lat w probe podbicia Prus ulokowali w swoj kraj , mogliby miec swoje i bogatsze "Prusy" u siebie , w Warszawie, Lublinie, Kielcach, Bialymstoku i piorun wie gdzie jeszcze . Gdyby nie ta roznica umyslowa o ktorej wspomnial Jasienica . To cale gdybanie nie ma juz sensu , bylo jak bylo .Moze teraz cos wygdybaja jak wejda do Europy , narazie na to sie nie zanosi , ale im to z calego serca zycze ! (....)

Patrzac na te wydarzenia z perspektywy wielu setek lat , i odkladajac na bok argumenty obu stron , prawo do tej ziemi mieli rodzimi mieszkancy , oni jednak zostali tymi "przegranymi" ! Chociaz w konsekwencji nie ucierpieli tak jak przedstawia to strona polska, to jednak swojej tozsamosci zostali pozbawieni , ze swojej wolnosci obrabowani i pozbawieni decydowania o kraju , ktory do tej pory nalezal do ich . W moim pojeciu byla to tragedia ! Coz mogli jednak zrobic ? Bylo ich malo i mieli przeciwko sobie caly owczesny swiat , papieza , cesarza , Zakon , i polsko - slowianskich ksiazat . Bronili sie rozpaczliwie , ale tak jak i Slowianie zachodni , nie mieli zadnych szans , ktorych nawiasem mowiac , tez zalatwil wspolnie ten sam zespol wzajemnej adoracji !

Jest rzecza zdumiewajaca i nie majaca zadnego racjonalnego uzasadnienia fakt ogromnej nienawisci , wyrazajacy sie stekiem obelg , wyzwisk , potwarzy , calej litani literatow , intelektualistow ,uczonych i innych , skierowanych pod adresem Niemieckiego Zakonu . Jest to fenomen ktorego w ogole nikt obcy pojac nie moze .

Prusy nie byly "polskie" a Zakon podbijal i nawracal Prusow , nie ksiazat slowianskich ! Natomiast sprawa tej "strefy wplywow" podnoszona czesto gesto przez pewien odlam historykow , moze miec tylko i wylacznie miejsce wtedy gdy kraj ktory pretenduje do roli "opiekuna" jest mocarstwem , i jest w stanie gospodarczo czy militarnie wywrzec presje na tego slabego sasiada ale i powstrzymac zapedy innych majacych chrabke do tej opiekunczej roli . Osobiscie pod taka czy podobna definicja nigdy nie nie zlozylbym podpisu . Nie uznaje zadnej strefy wplywow . Polska jako panstwo samodzielne ( bez Litwy i Ukrainy) nigdy w swej przeszlosci mocarstwem nie byla i dlatego tez nie mogla miec zadnej takiej "strefy". Proste ? Przeciwnie, Polska byla zbyt czesto, jak na moj gust, kandydatem na "strefe wplywow" . (....)

Zdobycie i zagospodarowanie Prus przez ksiazat slowianskich bylo zadaniem niewykonalnym ! Potwierdzeniem tego jest fakt iz nie potrafili duzo wczesniej podporzadkowac sobie Pomorza , ( gdzie skuteczny opor stawiali Pomorzacy pochodzenia slowiansko _ normansko _ niemieckiego , zwani przez historykow pobratymcy ? ) stracili Slask ( dzielnice nie nalezaca w zasadzie do nich , dziedziczna wlasnosc piastowskich ksiazat , administracyjnie podlegla jednak Cesarstwu ) , ziemie lubuska ( sprzedana Niemcom przez pewnego zbankrutowanego "Piasta" ) , nie mogli nic przeciwstawic powstaniu Nowej Marchi . Wszyscy piastowscy ksiazeta b e z w y j a t k u prowadzili fatalna "polityke", prosciej, nie mieli jej wcale ! Wszystkie najazdy na Pomorze mialy charakter rabunkowy , zbojecki . Nie bylo w tych przedsiewzieciach zadnej mysli, o politycznej juz nie mowiac ! Chodzilo o zajmowanie i pladrowanie grodow a nie o ich s t a w i a n i e . Jezeli Krzywousty , jak chca tego historycy , myslal "panstwowo tworczo" to po "podporzadkowaniu" Pomorza i "wlaczeniu go do Polski", powinien tam zakladac administracje , budowac twierdze , miasta , zakladac wsie i t.p. Zdobyc przychylnosc Pomorzakow i zabiegac o ich poparcie w jego rzekomych planach . Tak jednak nie bylo ! O D W R O T N I E ! , wracajac z kolejnego nieudanego rajdu , lupil , palil i mordowal Pomorzakow ile wlezie , z samej zlosci , bo nie zdolal dobrac sie do wolinskiego skarbca ! Jesli to mialo byc tym "genialnym posunieciem" to fatalniejszych posuniec trudno sobie wyobrazic ! Potem czyta sie dziwne wstawki wkomponowane w pisana historie ; podbil ale nie u t r z y m a l , wkroczyl do Misni ale musial uciekac przez wylamana brame , wracajac spalil grod Strzale i uprowadzil ludzi w niewole , ( ktorych natychmiast sprzedal Szwedom ( Normanom) Bzdury ktorych juz czytac nie mozna !

Niech sobie nikt wspolczesnie nie robi zludzen iz w przypadku ujarzmienia Prusow przez Konrada z Mazowsza , czy innego podobnego okrutnika , Prusowie traktowani byliby tak jak przez Zakon Niemiecki . Ploneloby wszystko ! A krzyki mordowanych slychac byloby w Szwecji , i trwaloby to wiecej jak 80 lat . Bez swiadkow i kronikarzy . Dodatkowo, ziemia ta przypominalaby Mazowsze w roku 1450 , czyli biedaszewo. Nie byloby Torunia , Gdanska , Olsztyna ,Elblaga , Krolewca , Brodnicy (6) Grudziadza , Tczewa i dziesiatki innych miast . Podobnie jak na Ukrainie . Taka jest prawda i nic ani nikt nie jest w stanie tego zmienic , to jest przeszlosc , historia ktora toczyla sie w rzeczywistosci na ziemi ktora nazywa sie na czesc jej prawowitych i prawdziwych mieszkancow PRUSY ! Historia namacalna, potwierdzona dokumentami i pozostalosciami materialnymi, zniszczonymi (1945) , lecz jeszcze widocznymi , z pomnikami architektury zaliczonymi przez ONZ do swiatowej kultury , unikatowymi budowami ( kanaly ) osuszonymi Zulawami , zadna Warmia i Mazury czy "okreg kaliningradzki" !

Ojczyzna Kanta i Copernika . Ziemia milionow przepedzonych , prawowitych wlascicieli i ich przodkow ktorzy ten kraj zagospodarowali , w nim setki lat mieszkali . Stworzony tez przez ludzi ktorymi sie dzisiaj pogardza , pietnuje i wysyla do diabla , przez Rycerzy Niemieckiego Zakonu !

T.v.R.

ps. powyzszy text to drobna częsć wiekszego opracowania ktore wyslalem do kilku redakcji oraz wydawnictw, cisza kompletna, co mnie nie zaskoczylo i na co bylem przygotowany,- poza jednym wydawnictwem,- oswiadczono mi że historia zostala już NAPISANA.   

*********

 

Mity, kompleksy, schematy.
Kto i z kim naprawde walczyl pod Grunwaldem?
Rozmowa z prof. MARKIEM ZYBURA, germanista, historykiem
polsko-niemieckich stosunków kulturowych.

http://archiwum.naszemiasto.pl/imedia/3/5/2002 0215_162856/20020215_162856.jpg

Matejkowska wizja bitwy pod Grunwaldem do dzis ciazy na swiadomosci Polakow. Tymczasem w rzeczywistosci 15 lipca 1410 r. w kilkunasto- tysiecznym kontyngencie zakonnym bylo zaledwie okolo 500 Krzyzakow - wiekszosc wojska stanowilo pospolite ruszenie Prus i Pomorza, w tym wielu ... Polakow.
- W swietnej serii Wydawnictwa Dolnoslaskiego "A to Polska wlasnie"
ukazala sie panska ksiazka pt. "Niemcy w Polsce". Obala ona dziesiatki falszywych mitów, stereotypów i pólprawd, pokazujac w perspektywie minionego tysiaclecia zupelnie inny obraz stosunków polsko-niemieckich od tych, które tak mocno utrwalily sie w naszych glowach i sercach. Nadszedl czas na normalnosc?

- Tak, polsko-niemieckie stosunki normalnieja, choc nadal sa Obciazone rozmaitymi kompleksami, urazami i uprzedzeniami. Teraz polska i niemiecka polityka wchodza w okres dzialan pragmatycznych, wiec tym bardziej nalezy odwolywac sie do faktów historycznych, a nie do mitów. Trzeba ostatecznie zerwac z 50-letnia tradycja antyniemieckiej propagandy. Powiesci Karola Bunscha, pojawiajace sie na kazdym kroku widma Krzyzaków, Hitlera, Goebbelsa czy Adenauera skutecznie wyparly z polskiej swiadomosci historycznej fakt zasadniczy: ze nasze narody przez dlugie stulecia zgodnie ze soba wspólzyly i wspólpracowaly. Do czasów II wojny swiatowej znany jest tylko jeden przypadek buntu zamieszkujacych Polske Niemców, którzy na poczatku XIV wieku wystapili przeciwko wladzy zwierzchniej. Mam na mysli bunt krakowskiego wójta Alberta i tamtejszego biskupa, zniemczonego Slazaka Jana Muskaty, przeciwko pretendujacemu do korony polskiej Lokietkowi. Okazuje sie jednak, ze nawet tej rebelii nie da sie wytlumaczyc wzgledami narodowymi. Chodzilo o kwestie ekonomiczne. Niemieckie mieszczanstwo Krakowa uznalo wówczas, ze o jego interesy ekonomiczne lepiej zadba czeski pretendent do tronu Waclaw II.

- Lokietek pogodzic sie z tym nie chcial, wiec wyrznal pól miasta.

- Lecz i on nie kierowal sie wzgledami narodowymi. Najlepszym dowodem na to, ze ów slynny w naszych dziejach konflikt nie mial podloza etnicznego, jest fakt, iz w tym samym czasie niemieckie mieszczanstwo nieodleglego przeciez Nowego Sacza Lokietka zdecydowanie poparlo, za co zreszta polski wladca sowicie je potem wynagrodzil. Lokietek byl zrecznym politykiem i wykorzystywal rodzace sie napiecia polsko-niemieckie, które pojawily sie wówczas przede wszystkim w Kosciele na linii Gniezno-Rzym. Jednak nie przeszkadzalo mu to w sciaganiu niemieckich osadników, którymi kolonizowal caly kraj.

- Kiedy chodzilem do szkoly, nie powiedziano mi, ze wójt Albert byl Niemcem i ze na krakowskim rynku mówiono wówczas po niemiecku, a nie po polsku. Wielu z nas musi wiec szokowac informacja, ze w kosciele Mariackim polszczyzna zastapila niemczyzne dopiero w polowie XVI wieku.

- Bo tez Kraków byl w owych czasach miastem niemieckim. Potwierdzaja to nie tylko zródla niemieckie, ale równiez polskie. O Krakowie, jako miescie niemieckim, mówil jeszcze w roku 1473 Jan z Ludziska, ówczesny rektor Wszechnicy Krakowskiej. Tylko ze wtedy nikomu to nie przeszkadzalo, bo krakowianie byli poddanymi króla polskiego! I to sie liczylo, to byl ich najwazniejszy znak tozsamosci.

- W tym czasie Slask tez juz nie byl polski, i to w sensie dosadniejszym, wazniejszym, bo politycznym.

- Kazimierz Wielki zrzekl sie Slaska "po wsze czasy", choc byla to, pospolu z Wielkopolska, kolebka panstwowosci i kultury polskiej. Cóz, z wielu powodów polityka, energia i ekspansja Rzeczpospolitej zwrócila sie na wschód. W slaskich miastach i na dworach mówiono wówczas glównie po niemiecku. To byl jezyk literacki tej epoki. Dominowal nie tylko na dworach slaskich, ale takze na czeskich czy wegierskich. To zas, ze ludnosc wiejska mówila po polsku (lub po czesku, bo wtedy róznice miedzy oboma jezykami byly jeszcze bardzo plynne), to zupelnie inna i tez oczywista sprawa. Trzeba jednak wiedziec, ze na Slasku powstawaly, niezaleznie od starych
slowianskich osad, takze osady czysto niemieckie. Tego tez nie mozna kwestionowac.

- Zróbmy jeden krok dalej i wejdzmy na pola Grunwaldu. Ta bitwa i ta data - rok 1410 - ulegly bodaj najsilniejszej ideologizacji w dziejach stosunków polsko-niemieckich. Ideologizacji albo - mówiac inaczej - zaklamaniu. Obie strony dlugo i skutecznie na to pracowaly. A jakie sa fakty?

- Podczas bitwy grunwaldzkiej w kilkunastotysiecznym kontyngencie zakonnym bylo zaledwie ok. 500 Krzyzaków. Wiekszosc wojsk stanowilo pospolite ruszenie ludnosci Prus i Pomorza, w tym wielu Polaków.

- Polaków?

- Tak, Polaków. Wielu z nich zasililo Choragiew Chelmska. Zreszta wczesniej takze wielu Polaków uczestniczylo w wyprawach krzyzackich na Litwe, tzw. rejzach. Pod Grunwaldem reszte stanowilo "kolorowe towarzystwo" z Europy Zachodniej, które przybylo tu na "goscinne wystepy". Z kolei po stronie polskiej walczylo wielu Niemców z Malopolski. Znamy imiona niektórych z nich, na przyklad Zyndrama z Maszkowic czy chorazego krakowskiego Marcina z Wrocimowic. Zachowaly sie dokumenty nobilitacji szlacheckich i nadan ziemskich, którymi król Jagiello nagrodzil potem bitewne mestwo Niemców walczacych w jego szeregach. Cóz, te fakty nie weszly w krwiobieg naszej polskiej narodowej legendy, ustepujac miejsca negatywnemu mitowi krzyzackiemu. Nasza swiadomoscia historyczna zawladneli Sienkiewicz i Matejko...

- ...i to do tego stopnia, ze niektórym zupelnie pomieszali w glowach. Czy slyszal pan, ze u progu XXI wieku znalazla sie grupa, jak sadze, prawdziwych Polaków, która chce na polach Grunwaldu wystawic gigantyczne betonowe pomniki rycerzy? Mialyby one byc widoczne z odleglosci kilkunastu kilometrów.

- Slyszalem i zdrowia zycze.

- Przyzna pan, ze kiedy widzi sie takie zacmienie umyslów, to mozna stracic wiare w to, ze Polacy kiedykolwiek wylecza sie z narodowych kompleksów?

- Cóz poczac...? Nie bedziemy sie przeciez upierali, ze Mikolaj Kopernik byl Polakiem, skoro byl akurat Niemcem. Dodajmy - Niemcem absolutnie lojalnym wobec króla polskiego, którego Kopernik byl i czul sie poddanym, wiec gdy trzeba bylo walczyc przeciwko Krzyzakom i bronic interesów Korony Polskiej, Kopernik nawet sie nie zawahal.

- Ach, juz czuje, jakie gromy sie na pana, a i na mnie posypia za to, ze grzebiemy polskie swietosci.

- Nie swietosci, tylko falszywe legendy. Jeszcze wyrazistszym w tym kontekscie przykladem jest Veit Stoss, z polska zwany Witem Stwoszem.

- Pamietam szkolne czytanki o genialnym polskim rzezbiarzu rodem z Krakowa...

- No wlasnie. Jeszcze na przelomie XIX i XX stulecia w Krakowie wychodzily serie pocztówek te teze podtrzymujacych. Znalazl sie nawet pewien historyk sztuki, który w roku 1913 wydal ksiazke o polskosci Wita Stwosza. Skad sie to wzielo? Wit Stwosz rzeczywiscie przez kilkadziesiat lat mieszkal w Krakowie, cieszyl sie jego prawami miejskimi, no i mial tu swój dom. Na stare lata wrócil jednak do rodzinnej Norymbergi, gdzie mieszkalo co najmniej kilku innych Stossów. "Naszemu" Stwoszowi przydano wiec przydomek "Polak", by go odróznic od innych, bo przeciez tak dlugo w Polsce mieszkal. To wielu naszym historykom wystarczylo, by go uznac za etnicznego Polaka, skoro - jak argumentowano - "sami Niemcy tak go nazywali". Mniej znana sprawa jest, ze równiez do Krakowa powrócil i tu, po prawie 20 latach pracy w charakterze mistrza cechowego, zmarl syn Veita Stossa, Stencel. Ale i ten fakt nie moze byc dowodem na polskosc Wita Stwosza.

- Wniosek nasuwa sie jeden: nie wolno nam, wspólczesnym, narodowych schematów i pojec stosowac w odniesieniu do odleglych epok.

- Nie wolno, bo pojecie narodu, tak jak my je dzisiaj rozumiemy, narodzilo sie dopiero w wieku XIX. Wtedy tez rozbudzily sie nacjonalizmy (a konkretnie polski nacjonalizm! p.m.T.v.R.). Niech wiec nas nie dziwi, ze w czasach, o których mówimy, niemieccy Bonerowie (a byl to wspanialy ród, bardzo dla Krakowa zasluzony) finansowali polskie wojny Zygmunta Starego z niemieckim zakonem krzyzackim.

- I nie mozna chyba takiej postawy, jak chocby wlasnie owych Bonerów,traktowac w kategoriach "zdrady narodowej".

- Nie, bo ci ludzie byli i czuli sie obywatelami Rzeczypospolitej. Inna rzecz, ze kolonisci niemieccy w epoce jagiellonskiej bardzo szybko sie polonizowali. Kultura i obyczaj polski byly atrakcyjne. No bo tez ówczesne panstwo polskie bylo atrakcyjne ( państwo polskie=Rzeczpospolita Wielonarodowa, wśród Litwinów, Rusinów, Zydów, Niemców i tuzinem innych narodowości, rdzenni Polacy stanowili garstkę populacji, i dlatego był ten sztuczny twór atrakcyjny. p.m.T.v.R.)

- Od czasów Piastów i Jagiellonów niemiecki zywiol byl obecny niemal we wszystkich zakatkach Rzeczpospolitej, nie wylaczajac Kresów Wschodnich z Wilnem i Lwowem na czele. Kolejne fale kolonistów, pózniej takze kapitalistów i przemyslowców, przybywaly tez na ziemie zaboru rosyjskiego (nie wspominajac o zaborze austriackim), silnie wplywajac na rozwój gospodarki. I w wiekszosci przypadków tym migracjom nie towarzyszyly krew i cierpienia Polaków. Dlaczego o tym nie chcemy pamietac?

- Bo jestesmy dziedzicami II wojny swiatowej i nosimy w sobie ból, który zadal nam niemiecki nazizm. Statystyczny Polak zostal wychowany na "Czterech pancernych", "Stawce wiekszej niz zycie" czy powiesciach Bunscha. Kiedy przylaczy do tego obrazu rozbiory Polski, Hakate i Bismarcka, otrzymuje demoniczny obraz Niemca, który przez ostatnie tysiac lat nie myslal o niczym innym, jak tylko o gnebieniu Polaków. Wprawdzie w polskiej kulturze powojennej byly próby przeciwstawienia sie takiemu stereotypowi (by przypomniec tylko "Najezdzców" Dobraczynskiego, "Medaliony" Nalkowskiej czy "Niemców" Kruczkowskiego), jednak nie one zawladnely zbiorowa wyobraznia Polaków.

Rozmawial: KRZYSZTOF KARWAT.

Nie bedziemy sie przeciez upierali, ze Mikolaj Kopernik byl Polakiem, skoro byl akurat Niemcem. Dodajmy - Niemcem absolutnie lojalnym wobec króla polskiego. Marek Zybura - historyk literatury i kultury niemieckiej, edytor, tlumacz. Przez wiele lat zwiazany z Uniwersytetem Wroclawskim, gdzie studiowal, doktoryzowal sie i habilitowal. Obecnie profesor Uniwersytetu Opolskiego, wykladal równiez w Lipsku i Düsseldorfie. Czesc swoich prac naukowych i ksiazek kieruje do polskiego, czesc - do niemieckiego czytelnika. Opublikowal m.in.: "August Scholtis" (Paderborn, 1997), "Pomniki niemieckiej przeszlosci" (Warszawa, 1999) oraz "Niemcy w Polsce" (Wroclaw, 2001). Laureat Oskar Seidlin-Preis (Niemcy, 1990). Czlonek niemiecko-polskiego forum dyskusyjnego "Grupa Kopernika".

Dziennik Zachodni 15.2.2002

*****************

 

.

Siodlo Wezyra .

Czyli Sobieski pod Wiedniem

(1)"Kiedy oczekiwano najgorszego, ujrzano wreszcie dlugo wygladana odsiecz wojskowa  schodzaca z Kahlenbergu, ktora w glownej mierze skladala sie z oddzialow niemieckich, dowodzonych przez krola Jana Sobieskiego ktorego wybrano na dowodce, poniewaz jako krol przewyzszal ranga uczestniczacych w odsieczy ksiazat. W poteznej bitwie rozgromili Niemcy i ich sprzymierzency - w ktorej tym razem brakowalo Brandenburczykow - armie obleznicza. Radosnie witany przez wiedenczykow wkroczyl 13 wrzesnia 1683 r. do oswobodzonego miasta Sobieski , ktory w przyjetym  barokowym stylu i niezasluzenie, caly zaszczyt tego zwyciestwa swojej krolewskiej glowie przypisal."

Tyle ma do powiedzenia Hans Erich Stier - historyk - na temat odsieczy wiedenskiej w swojej pracy "Deutsche Geschichte" , ktora w roku 1938 przez rezym hitlerowski zostala zabroniona.

Kiedy czyta sie te slowa , na pierwszy rzut oka wydaja sie niesprawiedliwe, tym bardziej gdy czyta je czytelnik polski, ktory nie zna szczegolow tej wojskowej operacji , czynionych przygotowan przez zaangazowane strony, pomocy finansowej udzielonej na przygotowanie i wyposazenie polskiego kontygentu wojskowego przez zagraniczne osoby prywatne i wielkie asobistosci, i ktory traktuje odsiecz wiedenska prestizowo , jako wielki sukces Polakow i krola Sobieskiego -jedynych wyzwolicieli Wiednia. Spowodowane jest to przedewszystkim instrumentalnym traktowaniem polskiego spoleczenstwa przez historykow propagandzistow, oraz brakiem wiedzy historycznej u Polakow . Powyzszy osad wydany przez Stier'a jest jednym z najlagodniejszych na tle opini innych , i co moze niektorych zaskoczyc - sprawiedliwy. Szczegolnie zle wypada Sobieski w porownaniu z ksieciem Karolem Lotarynskim, wybitnym wodzem i strategiem ktory byl faktycznym zwyciezca spod Wiednia, i ktorego niepodwazalne zaslugi w rozgromieniu armi tureckiej zaanektowal Sobieski dla siebie. To, ze krol Jan w swiadomosci. polskiego spoleczenstwa jest niekwestionowanym zwyciezca spod Wiednia nie jest tak istotne, wazny natomiast jest fakt , iz wszyscy Polacy wierza  gleboko  ze dokonala tego armia polska i rozgromienie armi tureckiej bylo tylko zasluga Polakow i ich krola.

W tym przekonaniu utrzymuje ich zreszta cala armia historykow, tendencyjnie napisane podreczniki szkolne i uniwersyteckie , oraz cala plejada literatow i malarzy oraz specow od macenia w glowach . Wiadomo dlaczego to czynia. Pytanie tylko , jak dlugo bedzie im sie to udawac ? Samo zestawienie liczby zolnierzy uczestniczacych w bitwie pod Wiedniem mowi samo za siebie, i sam ten fakt powinien zmusic do zastanowienia wielbicieli krola Jana.                   

wojska niemieckie                             29.800 tys.                           16.950 tys..

wojska polskie                                     7.000tys.                            14.000 tys.

( piechota+jazda)

Sily tureckie ktorymi dysponowal Kara Mustafa wynosily natomiast 64. 000 tys. zolnierzy i okolo 15.000 tys. Tatarow operujacych  w poblizu Wiednia. Z samego  zestawienia liczb wynika, ze armia polska nie miala zadnej szansy w rozbiciu przeciwnika , oraz fakt , ze wojsko polskie bylo dodatkiem do armi niemieckiej, wprawdzie znacznym , ale..... dodatkiem.  Jak uprzytomnic calej rzeszy niedowiarkom prawde i pozbawic ich zludzen ktorymi faszerowano ich przez potora wieku ?  Najlatwiej byloby  wskazac im porzadna  literature naukowo -- historyczna. Czytanie ksiazek nie jest jednak mocna strona Polakow , sa w Europie na samym koncu, jesli o to chodzi, zas zmuszanie ich do czytania elaboratow naukowch i w dodatku historycznych nie wchodzi w ogole w rachube. Sprobujmy wiec inaczej . W ksiazce poswieconej 300 - nej rocznicy tej bitwy , wydanej w 1983r. wspolnie przez wydawnictwo polskie i austriackie pt. "Zwyciestwo pod Wiedniem 1683", napisanej wspolnie przez Austriakow i Polakow - znajdzie czytelnik sporo ciekawego materialu do przemyslen  i porownan . Z zasadniczego powodu posluzylem sie wlasnie nia  (wydana w Polsce) , aby przyblizyc  tym ktorzy sie tym tematem interesuja oraz  dzialalnoscia  Sobieskiego w tych dramatycznych dla wiedenczykow chwilach.  Glownym celem tego krotkiego szkicu jest podwazenie mitu samej osoby krola Jana Sobieskiego - "dowodcy i zwyciezcy spod Wiednia."

Autor rozdzialu "Odsiecz Wiednia"  prof. Jan Wimmer w dramatyczny i rozpaczliwy sposob probuje sylwetke Sobieskiego -jako naczelnego dowodcy tej akcji - ratowac. Text Wimmera- z ktorym uwazny czytelnik sie zaznajomi - da jemu w zasadzie odpowiedz  kto i jak poprowadzil do wygrania tej bitwy.

Rozgromienie armi tureckiej - mimo wszystko -- nalezy jednak uznac za zwyciestwo wojsk sprzymierzonych , czyli ogolnie mowiac, wojsk niemieckich i polskich. Gwoli sprawiedliwosci nalezy jednak te kampanie oceniac z pozycji osiagnietych sukcesow poszczegolnych oddzialow, a wlasciwie rodzajow broni.  Ze wzgledu na specyficzne uksztaltowanie terenu , na ktorym ta bitwa miala miejsce,  jazda ciezka odegrala role  minimalna . Caly ciezar walki spoczywal na piechocie, i jej tez zasluga, i to niekwestionowana  bylo pokonanie przeciwnika. Nie jest potrzebny szczegolowy opis tej bitwy, kazdy  moze sie z nia zapoznac  siegajac chociazby do wspomnianej wyzej ksiazki . Zwroce jedynie uwage na pewne charakterystyczne momenty tej bitwy ,  oraz uwypukle  nie dostrzegane zazwyczaj  sposoby kreowania bohaterow, czyli jak z przecietniaka robi sie geniusza.

(2)Kiedy wreszcie po dlugich tarapatach Sobieski dotarl pod Wieden , jedna jedyna mysl zaprzatala jego uwage: co by tu zrobic i jak zachachmecic zeby zostac bossem tego przedsiewziecia.  Nie ma najmniejszej potrzeby zajmowac sie charakterem i zawartoscia czaszki Sobieskiego ,  tym zajmuja sie cale kohorty historykow  ktorzy w superdetalach wyszukuja i na pierwszy plan wybijaja te jego czyny i dzialalnosc , ktore przynosza konkretny pozytek propagandowy i sluza  polskiej historii pisanej . W przypadku kiedy brakuje konkretow, cale strony poswiecaja rzekomym zamiarom Sobieskiego, ktore w owczesnym czasie nie mialy najmniejszych szans powodzenia i ktore tez nigdy nie zastaly zrealizowane. Sluzy to cale jalowe gadanie do odwrocenie uwagi przecietnych i potencjalnych czytelnikow, - w tych rzekomo naukowych pracach - od spraw zasadniczych , ktore Sobieskiemu nigdy nie "wyszly". Jednym z bardziej charakterystycznych przykladow jest, a raczej byla, kwestia Wschodnich Prus , ktore rzekomo Sobieski chcial "zrobic" dziedzicznymi ziemiami swojej famili . I drugi przyklad , jakim to ponadprzecietnym umyslem dysponowal  szukajac sprzymierzenca w..... Persji ! Te dwa rozne przyklady sa swiadectwem braku tzw. "realpolityk" u Sobieskiego, lub co bardziej prawdopodobne ponadwymiarowego chciejstwa wspolczesnych polskich historykow. Polityke wowczas "robilo" sie z Rosja Francja i Cesarstwem Niemieckim , co by tez pod tymi pojeciami  sie nie rozumialo. Dokladnie jak dzisiaj!  Szukanie partnerow w Azji przypomina do zludzenia polityke "demoludow" w okresie najwiekszego ich rozkwitu. Traktowanie Cesarza Leopolda jak krewnego czwartej klasy na drugi dzien po bitwie, nieracjonalny i ponad proporcjonalny apetyt polskiego krola na stanowisko krola Wegrow dla swojego syna,  hochschtaplerstwo, brak taktu  i kompletny brak wyobrazni  doprowadzily do tego, ze praktycznie wyrzucono Sobieskiego i jego wojsko z Austrii. W takich rnomentach przydaje sie rowniez - i na grande....Persja !

Kto bedzie dowodzil cala operacja ? Kto zostanie naczelnym dowodca ? Niektorzy historycy prezentuja poglad ze nalezal sie ten tytul i to stanowisko Sobieskiemu , poniewaz cesarz pilnie jego wzywal i on sam na czele swojej armii postanowil do Wiednia sie udac. Pozornie wydaje sie takie stanowisko racjonajnie uzasadnione. Podobno sam Sobieski tego sie domagal, przedstawiajac powyzszy argument . W tym miejscu nalezy jednak wyjasnic, ze specjalnej laski Sobieski cesarzowi nie robil  poniewaz  byl zobowiazany wyslac swoje wojsko pod Wieden,  co wynika jednoznacznie z zawartego z cesarzem porozumienia . Traktat niemiecko -- polski zawarty i podpisany 31. Marca 1683r. oraz zaakceptowany przez polski Sejm , zobowiazywal obydwie strony do udzielenia sobie wzajemnej pomocy w razie zagrozenia ze strony tureckiej, zagrozony byl Wieden i cesarz po prostu zazadal wypelnienia zawartych zobowiazan . Traktat ow zaprzysiezony zostal, na wyrazne i stanowcze zadania strony polskiej,  w obecnosci samego papieza  i Sobieski, jesli nie chcial wyjsc na durnia w oczach wspolczesnych jemu europejskich wladcow, musial  Wiedniowi  ta wojskowa pomoc udzielic. Nie bylo jednak w tym traktacie mowy o tym,  ze sam Sobieski musial do Wiednia maszerowac . Mogl powierzyc dowodztwo nad wojskiem komukolwiek i zostac w piernatach Marysi !  Paru superpatriotycznie nastawionych historykow twierdzi jednak , ze domagal sie przybycia polskiego krola sam cesarz i nuncjusz papieski , bo cieszyl sie slawa "niepokonanego pogromcy Turkow" , i sama  jego osoba sprawi ze tureckie lydki opanuje nie do powstrzymania drzenie, ktore spowoduje iz polowa batalii jest juz wygrana  w momencie jego pojawienia sie pod Wiedniem. Sobiebieski pojechal  jednak do Wiednia , poniewaz instyktownie czul ze moze na tej eskapadzie skorzystac, -- co istotnie mialo miejsce. Jego sytuacja polityczna w kraju byla zla i jedynie jakies  spektakularne osiagniecie moglo jego krolewska pozycje uratowac. Naczelne dowodztwo nalezalo sie cesarzowi , i on tez  sklonny byl przejac je. Wskutek uporczywych machinacji nuncjusza papieskiego i jego usilnych prosb, cesarz w koncu ulegl i przekazal  Sobieskiemu to wymarzone przez niego dowodztwo. Co sobie po nim spodziewal lezy jak na dloni ; w razie udanego zwyciestwa podreperowac  swoja mocno juz nadwyrezona reputacje  w kraju i ewentualnych...lupow.  Zacytujmy ( a cytatow bedzie do jasnej cholery ) w tym miejscu prof. Jana Wimmera.

"Wyjasnienie tej sprawy i przyjecie zasady , ze kazdy z kontyngentow armi sprzymierzonych bedzie dowodzony przez swego wodza ,  pozwolilo na usuniecie drazliwego problemu" ... k.c.

Wynika z tego jasno, ze niemieccy generalowie i ksiazeta  nie chcieli Sobieskiemu dac tego dowodztwa z powodow im tylko znanych,  ktore jednak rnusialy byc wazne i mogly w zasadniczy sposob wplynac na przebieg tej bitwy w ktorej chodzilo o ...wszystko !  I jak w koncu sie okazalo, podjeli prawidlowa decyzje.

Zostal wiec Sobieski w doslownym tego znaczeniu , dowodca "honorowym" ...bo byl krolem, a pozostali ...tylko ksiazetami. Byc moze zaspokoilo to jego ambicje , ale rzadzic mogl jedynie wojskiem polskim, i jak w koncu sie okazalo  nawet nim nie potrafil  porzadnie dowodzic . Na tym nalezaloby w zasadzie zakonczyc cala sprawe , no bo skoro pod Wiedniem nie dowodzil , to nie mogl  byc zwyciezca ,  to chyba logiczne ? Czy ktos ma inne zdanie jesli chodzi o ta logige ?  Jak doszlo wiec do tego ze w Polsce uwazany  jest za narodowego bohatera i jedynego  "wybawce" Wiednia ? To pytanie nalezy skierowac w pierwszym rzedzie do historykow . Jak ich  znam, odpowiedz  bedzie taka jakas  zamazana .  Zabawa jednak dopiero sie zaczyna , zostanmy wiec do konca tej bitwy, i przesledzmy spokojnie i bez emocji  jak wygladal  prawdziwy jej przebieg.

Przypisywanie Sobieskiemu autorstwo planu bitwy, nalezy rowniez wlozyc miedzy bajki . Cytat  Wimmera :

"Ksiaze Lotarynski od poczatku byl  przeciwny tej koncepcji ( uderzenie od wschodu p.m.). Uwazal on slusznie , ze stosunkowo rowny teren na wschod od Wiednia jest dogodny dla dzialan licznej kawalerii nieprzyjacielskiej,  szanse widzial w uderzeniu na obozy wroga od zachodu, gdzie  warunki terenowe na gorzystym i lesistym obszarze Lasu Wiedeńskiego i jego  zboczach  beda  korzystniejsze  dla  dzialan   p i e c h o t y . (podkr. m.)

(3) "20 lipca jego rada wojenna zaakceptowala plan przeprawy przez Dunaj powyzej Wiednia i natarcia od zachodu ; do cesarza do Passau wyslano hrabiego Francisa Taafte ktory mial ow plan przedstawic i propagowac." (k. c. p.m.)

W dniu kiedy ta decyzja zapadla Sobieski byl jeszcze w Wilanowie i nie mial zadnego wplywu na podjete na tej naradzie uchwaly. Proby przypisywania autotorstwa planu generalnego Sobieskiemu-przez polskich historykow-sa niepowazne i smieszne, ponadto czynia to nieudolnie i powierzchownie.... o czym swiadczy nastepny cytat  Wimmera ;

"Niemal rownoczesnie te sama mysl powzial  jadacy z Wilanowa do Krakowa Sobieski,  w liscie do Karola z 22 lipca wypytywal , czy istnieje mozliwosc przeprawy pod samym miastem , oraz  jakie sa ewentualne przeprawy przez rzeke powyzej Wiednia.  Dowiedziawszy sie z relacji Glinskiego i listow o sytuacji , w kolejnym swym pismie z 25 lipca z Czestochowy zwracal   ksieciu uwage  na koniecznosc  ubezpieczenia mostu pod Krems.  Dowodzi to , ze nie znajac jeszcze wynikow ustalen narady z 20lipca , na podstawie owych ogolnych map jakimi dysponowal , zakladal  z gory  przeprowadzenie operacji odsieczowej od zachodu a wiec przyjmowal koncepcje , co ksiaze Lotarynski . Prosil  ksiecia o dokladniejsze mapy okolic Wiednia i otrzymal je po przybyciu do Krakowa." (k.c.  wszystkie  podkreslenia m.)

To nie dowodzi niczego, poniewaz  wszystkie mosty, poza tym jednym,  na rozkaz ksiecia Karola zostaly zniszczone i nie bylo innej mozliwosci przeprawic sie na prawy brzeg Dunaju , jak tylko tym istniejacym pod Krems, a ta miejscowosc  lezy powyzej Wiednia, dokladnie zas na polnocny zachod od tego miasta i tylko tym mostem mogl  przeprawic sie na drugi brzeg Sobieski.  Gdyby powzial decyzje zaatakowania Turkow od wschodu , musialby pobudowac nowy most ponizej Wiednia , co nie wchodzilo w ogole w rachube, na tym terenie grasowalo 15.000 tys.  Tatarow  ktorzy wybiliby to Sobieskiemu natychmiast z glowy, poza tym, za co i z czego mialby Sobieski most zbudowac, odciety od swojego logistycznego zaplecza setki kilometrow ?? Ta sugestia Sobieskiego , czy jak to formuluje Wimmer ,  zwracanie uwagi niemieckim generalom  , aby pilnowali tego mostu w Krems, nie wynika z zadnej koncepcji Sobieskiego , tylko z tego , ze to byl jedyny most  zaznaczony na tych mapach ,  i dodatkowo, jak przestudiowal (?) te przyslane mapy , przerazil sie-kiedy zauwazyl ten jedyny istniejacy -- ze Turcy moga sie przestraszyc i jego zniszczyc  aby pod zadnym pozorem nie dopuscic do spotkania z nim,  tym strasznym tureckim pogromca  za jakiego sie uwazal , lub tez, co jest  pewniejsze ,  jakiego z niego zrobiono pareset lat pozniej .

Sytuacja byla wiec taka, ze chcial nie chcial, Sobieski nie mial  wyboru , musial   tym istniejacym mostem  przeprawic sie na drugi brzeg Dunaju  zeby wykonczyc Kara Mustafe i uderzyc od zachodu.  Teraz pare  slow z innej beczki . Wyobrazmy sobie  sytuacje w ktora w manewrowali Sobieskiego kilkaset lat pozniej polscy historycy, przypisujac jemu i koncepcje  bitwy oraz Wielkie Zwyciestwo,  gdyby rzeczywiscie tak bylo, to znaczy nie bylo zadnego mostu  lub tez istnial  jeden,  ale czekalby na niego sam Mustafa ze swoimi wojownikami w liczbie  65.000 tys.  chlopa  na drugim brzegu istniejacego mostu ? Nadzwyczaj sprawny Sobieski nie byl , nie byl  jednak glupcem. Sprawa wyglada  jednoznacznie podejrzanie . Prawde mowiac jest podejrzana , Sobieski z siebie nie zrobil orla , jest to zasluga historykow , ktorzy uczynili to ze znanych juz powodow.

Krol Jan zupelnie nie orientowal  sie w sytuacji  jaka tym wowczas istniala. W Krems nie bylo potrzeby zadnego zabezpieczenia tego cholernego mostu, dlatego , bo TYM mostem przeprawialy sie wojska saskie pod dowodztwem Jana Jerzego III od polnocy, natomiast prawym brzegiem Dunaju maszerowaly OBOK   mostu wojska Bawarskie i Frankonskie. Czyli dla pelnej jasnosci : przygotowania do bitwy trwaly i byly w pelnym biegu , uderzono by na Turkow nawet gdyby Sobieski zawrocil , cesarz i Karol Lotaryński nie mieli wyboru, musieli uderzyc bo Wieden mogl lada dzien pasc !!

Sobieski i jego wojsko przemaszerowali jednak na drugi brzeg Dunaju sucha stopa ,  ale...... zupelnie innym mostem ! Kiedy Sobieski rzekomo zamartwial sie o ten most pod Krems , saperzy Karola Lotarynskiego pod kierownictwem Inz, Peter'a Rulant'a  budowali juz drugi most , blizej Wiednia, pod miejscowoscia Tulln. Z tego tylko przykladu widac, ze kto inny mial juz gotowy koncept rozegrania calej batali na swoj sposob. Gdyby Sobieski i jego armia rzeczywiscie jako jedyna  -- jak widza to wspolczesnie jego rodacy -- te bitwe wygrala , musialby on usluznie skorzystac z latajacych dywanow tureckich , podstawionych jemu przez Kara Mustafe , i przyjac  jego koncepcje  bitwy  na wschodnich rubiezach Wiednia , gdzie teren bardziej odpowiadal jego kawalerzystom (ale tez kawalerzystom Mustafy) . Wowczas jednak  podzielilby los Warnenczyka , albo tez dochodzac  do lewego brzegu Dunaju  zorientowal sie  w sytuacji , machnalby Mustafie kapeluszem , zawrocil  i udal sie w objecia Marii Kazimiery.

Wspomnialem juz  wyzej o budowie mostu pod Tulln. Praca  ta  kierowal  inz. Rulant, a wykonywalo ja  2000 tys. saperow niemieckich , ktorym pomagalo 600 chlopow z pobliskich wsi. Prace te wykonywano w niesprzyjajacych warunkach atmosferycznych , padajacych ulewnych deszczach i wezbranych nurtow samej rzeki.  Dodatkowo zbudowane zostaly zejscia dla koni i taboru ze stromych zboczy do brzegu Dunaju . Samo sciagniecie materialu potrzebnego do budowy mostu , wymagalo ogromnej pracy organizacyjnej i ...forsy !

Bez tej strategicznej budowy nie byloby zadnej odsieczy wiedenskiej a tym samym zadnej odsieczy  Sobieskiego. Capito !  Zbudowanie takiego mostu silami samych Polakow  nie wchodzilo w ogole w gre i przerastalo ich rnozliwosci  na tym terenie i w owczesnych warunkach ! Trzeba zdawac  sobie sprawe ze Sobieski i jego wojsko  byli  totalnie uzaleznieni od dostaw zywnosci i karmy dla tysiecy koni od logistycznego zaplecza niemieckiego. Bez tej pomocy umarli by z glodu.  Jak to wiec jest z ta polske odsiecza i tym polskim zwyciestwem ?  Dokonali tego sami ?  Wspolnie ?  I kto poprowadzil do zwyciestwa ?

Uczestnictwo krola i polskich odzialow w bitwie pod Wiedniem nie byloby w ogole mozliwe bez finansowej pomocy obcego pochodzenia. Wedlug Wimmera gro kosztow mialo poniesc polskie spoleczenstwo , reszte dali inni , 22 % to pozyczki i dotacje od cesarza i papieza . Pierwszej wplaty dokonal Niemiec z Breslau (??) niejaki Ernst Schmettau - bankier . Nadeszla tez forsa od wloskich ksiazat i innych osobistosci. Te wplacane pieniadze  umozliwily iz w ogole zaczeto powaznie  myslec o wyruszeniu pod Wieden , uchwalone przez polski Sejm podatki przeznaczone na ta eskapade  wplynelyby do panstwowej kasy dopiero za kilka miesiecy, lub za rok , jezeli w ogole zdolano by je od podatnikow wyegzegwowac . Ta szybka i  "zywa" gotowka umozliwila zaciag wojska , zakup najpotrzebniejszego ekwipunku itd. itp. Niemcy na calej przewidywanej trasie marszu polskiego kontyngentu  rozlokowali w rownych odstepach magazyny z zywnoscie i karma dla koni , na granicy czekal na Polakow transport , na ktory zaladowano armaty i piechote . Organizacja tej odsieczy ze strony  polskiej byla do chrzanu-delikatnie mowiac! Jako przyklad podam  ze na drugi dzien po bitwie  ogon polskiej kolumny nie wymaszerowal  nawet ze Slowacji !  Jedna z podstawowych przeszkod tego wolnego marszu byla ponad proporcjonalna liczba taboru  ktora towarzyszyla polskiemu wojsku . Te wozy  "bojowe" opoznialy pochod zdecydowanie . Po co ich tyle za soba wlekli ? Wyjasni sie pozniej , w sumie bylo tych wozow 6.OOOtys.  Obsluga tego taboru dorownywala prawie liczbie calego wojska !  Trzeba bylo te cala grande  karmic i trzymac w ryzach , ale i tak dochodzilo w Slowacji do rabunkow oraz innych szkod  i zniszczen .

Pomijajac sprawy merytoryczne, nalezy zwrocic uwage na niemozliwa do zaakceptowania slamazarnosc Sobieskiego , wygladalo  to dziwnie i smiesznie, spieszyl  sie na odsiecz  czy tez urzadzil sobie wycieczke do Wiednia na obcy koszt. Z Warszawy do Czestochowy jechal 4 (cztery ) dni . Kochal sie z Marysia w powozie , sadzil drzewka . A moze tez Sobieski do Wiednia nie spieszyl sie wcale -liczac sie z mozliwoscia zajecia miasta przez Turkow-zanim jeszcze wyruszy ? Sytuacja byla tam dramatyczna , Turcy dokonali juz sporego wylomu w murze i obroncy miasta liczyli sie z zajeciem Wiednia w kazdej chwili , slali tez telegram za telegramem do cesarza.

Krol mial przyprowadzic - wedlug umowy - 4O.OOOtys  zolnierzy, zebral z duza  trudnoscia i doprowadzil pod Wieden  ledwo 21.000tys. Jesli chodzi o tak zwana jazde, bylo OK , wszyscy wachali juz proch  i walczyli z Tatarami na ukrainskich stepach . Natomiast to co nazywaja  historycy polska piechota , to byla zbieranina przypadkowych  ale odwaznych i napredce rekrutowanych t. zw. luzakow , chlopow krolewskich , pozbawionych stalego zajecia roznorakich indywidulow, mieszkancow miast. Rekrutacja zaczela sie 1. lipca 1683r. a ...... 14 sierpnia  nastapil wymarsz do Wiednia.  Szkolenia nie bylo zadnego. Watpic nalezy czy poszczegolni rekruci wystrzelili ze swojej "rusznicy" chociazby ...na wiwat ?  Nie mieli na to czasu . Czyzby oni mieli przeciwstawic sie tym fanatycznym janczarom , o ktorych w owczesnej Europie krazyly legendy ?

Zupelnie inaczej przedstawiala sie sprawa z piechota niemiecka,  bylo jej najpierw 30.000 tys. i byli to zawodowcy , profesjonalisci od zabijania , doskonale wyekwipowani i wycwiczeni oraz co nie jest bez znaczenia zdyscyplinowani , reagujacy momentalnie na polu bitwy na rozkazy , i co rownie wazne z doswiadczeniem, - ­walczyli juz z Turkami parokrotnie. O zwyciestwie w ostatecznosci zadecydowala ta wlasnie piechota , a nie jak twierdza  prawie wszyscy polscy historycy,- konnica ! Bez dzielnej postawy i nieprawdopodobnego mestwa tych  spieszonych zolnierzy  zadna szarza konna nie bylaby w ogole mozliwa. Takie sa (czy byly) fakty , i nikt i nic tego nie zmieni . Tak odbylo sie w rzeczywistosci ! Nikt nie w mowi myslacemu i cokolwiek znajacemu sie na wojskowosci  czlowiekowi  ze  14.000 tys polskich kawalerzystow zdobylo i wyparlo z okopow , szancow i obozow , fanatycznie sie broniacych tureckich piechurow od wsi Dobling  po rzeczke Wienfluss w poblizu wsi Penzig , terenie o dlugosci 8 km., -jedna szarza ? Nalezy w tym miejscu poruszyc sprawe tej polskiej jazdy pancernej  i huzarow z tymi skrzydlami . Ten typ wojska byl juz wowczas  anachronizmem , zdecydowano sie na kawalerie  lepiej uzbrojona , zwrotna , o bardziej wszechstronnym  zastosowaniu . To bylo bardzo widoczne  wlasnie pod Wiedniem , w momencie gdy piechota  ksiecie Karola  wyparla  Turkow z okopow , kawaleria wykorzystujac luki  wlaczala sie do akcji wspomagajac pieszych  i goniac nieprzyjaciela  uniemozliwiala jemu  z organizowanie oporu w nastepnych okopach . O tym bedzie wiecej i szerzej pozniej. Wracam do osoby krola.

Jak wygladala sprawa tych map-o ktorych wspomina Wimmer-tych dokladnych juz , ktore Sobieski otrzymal od Karola Lotarynskiego  gdy krol przebywal jeszcze w Krakowie i ktore tak uporczywie rzekomo studiowal?  Gdyby Sobieski rzeczywiscie potrafil czytac mapy , lub inaczej, gdyby je dokladnie przejrzal i przestudiowal,    przeanalizowal  topografie  terenu zwanego "Laskiem Wiedenskim" - co nawiasem mowiac jest podstawowyrn obowiazkiem kazdego dowodcy, -  i to zapamietal , nie moglo by dojsc do dosyc kompromitujacej Sobieskiego sytuacji  o ktorej wspomina Wimmer. Cytuje :

"Zaskoczyl krola widok wspomnianego  pasma nizszych wzgorz , ktore nie byly zaznaczone na otrzymanych przezen  w Krakowie  mapach , Sobieski przewidywal  ze o wzgorza te przyjdzie piechocie sprzymierzonych toczyc dlugie i krwawe zmagania, stad sadzil  iz bitwa potrwa conajmniej dwa dni." (podkr.m. )

Wniosek ? Dosyc smutny.  Okazuje sie  ze naczelny wodz , "jedyny" dowodca i "wspoltworca"  koncepcji tej bitwy....zabladzil , i to podczas bitwy, -  nie wiedzial gdzie sie znajduje ! ! Dobrze ze byl przy nim ksiaze Lotarynski , jeszcze by polazl prosto do Turkow.  A  swoja droga niech  mi ktos powie , jak mozna planowac i dowodzic wojskowa operacja  w ciemno ?  Zdarzylo sie to rowniez ... ale posluchajmy Wimmera, cytuje :

"Za nia postepowala jazda ( polska  ) , ktora wspiela sie  z doliny na Grunberg i Rosskop ( wzgorza  ) czesciowo przez  p o m y l k e   wchodzac i na stanowiska konnicy niemieckiej" . (k. cyt. podkr. m.)

Skad Wimmer wie , ze na tych pozniej dostarczonych i dokladnych (o czym sam donosi) mapach , tych wzgorz ktore tak zaskoczyly krola nie bylo ?  Byl  przy tym , czy leza  w jego biurku ?  Niech je pokaze , sam chetnie je obejrze.  Z drugiej strony , jak mozna dowodzic nie znajac terenu na ktorym sie walczy , to nie byly manewry ! Chodzilo o smierc albo zycie ! I o Wieden !  I o to , czy Europa stanie sie mahometanska ! Nawet nie dopilnowal swojej armi i nie poinstruowal dokladnie swoich dowodcow ( o topografi Lasu Wiedenskiego ), gdzie maja ustawic swoje wojsko !  Nie mogl tego zrobic, bo jak widac w geografii ... tez orlem nie byl .

Wrocmy teraz do tej narady wojennej  ktora odbyla sie 3 wrzesnia 1683 r. w Stetteldorf  na ktorej to powierzono Sobieskiemu rzekome dowodztwo.  Wiemy juz , ze najwazniejsze sprawy ustalono 20 lipca  na ktore Sobieski nie mial zadnego wplywu  poniewaz  przebywal wtedy w Wilanowie , mimo to twierdzi Wimmer iz , cytuje :

­"Zwyciezyla  wiec wspolna  koncepcja  ksiecia Karola i krola Sobieskiego, uderzenie przez obszar Lasu Wiedeńskiego ." (k. cyt. podkr. m.)

Uporczywosc  niektorych ludzi w narzucaniu swojej wizji innym-wbrew faktom-jest zdumiewajaca. Kiedy wreszcie Sobieski dobrnal pod Wieden  mial  tylko dwie mozliwosci,- przejsc ze swoja armia  przez ten nowy most pod Tulln, co oznaczalo ze przyjal  plan batali opracowany przez ksiecia Karola Lotarynskiego, albo zawrocic do domu . Czy ktos ma inne zdanie ?  Istnialo tez  trzecie wyjscie , mogl  wejsc do zagajnika  w ktorym plynal  szemrzacy strumyk , spoczac  po tym dlugim marszu , przeczekac caly harmider  i na drugi dzien  wejsc  do Wiednia w glorii triumfatora .

I znowu Wimmer , cytuje :

"Opracowanie szczegolow  operacji  krol pozostawil  dowodcom cesarskim i niemieckim (skromnie przypominam ze cesarz byl  niemiecki, wiec co to znowu za kombinacja ? T.v.R. ),  ktorzy zebrali sie na oddzielnym posiedzeniu i przedstawili wyniki swej narady w 13 punktach . Zakladaly one przeprawe  wojsk polskich i cesarskich  pod Tulln w dniach 6 i 7 wrzesnia i polaczenie sie ich z maszerujacymi  prawym brzegiem rzeki od Krems wojskami niemieckimi." (k c.)

Kreci nam ten Wimmer niesamowicie. Powyzszy cytat oznacza jedno;  za wszelka  cene  nalezy zbudowac Sobieskiernu  porzadne alibi, by wbrew  wszystkiemu  stworzyc  wrazenie  iz  krol  bral aktywny udzial  w tworzeniu koncepcji tej batalii  i ze trzymal  reke na pulsie . Jezeli nie bral udzialu w tej naradzie  to nie mogl znac  szczegolow calej operacji,  i gdyby zaszla koniecznosc zmiany decyzji podczas bitwy  nie moglby jej podjac .... bo nie znal  ustalonej na naradzie alternatywy, czyli tych szczegolow,  trudno sobie wyobrazic ze krol  latal  po polu bitewnym z kartka  w reku-ktora  wcisneli jemu jego rzekomi podwladni-do ktorej zagladal co chwile  zeby z tymi punktami sie  nie pogubic  i nie strzelic jakiegos  glupstwa . A punktow bylo az trzynascie, -  jak nam Wimmer donosi.

Pisze tez dalej, ze na tej naradzie postanowiono iz  w razie zwyciestwa  wojska sprzymierzonych beda nieprzyjaciela  scigac, aby zniszczyc  jak najwiecej uchodzacych z pola bitwy oddzialow tureckich .  Znakomicie ! Ten spektakularny szczegol  radze dobrze zapamietac , jeszcze do niego wroce w odpowiednim momencie ! Karkolomna ekwilibrystyka slowna , wybielanie osoby krola  ani stosowane z premedytacja klamstwa niewiele moga  pomoc  w ratowaniu opini "genialnego dowodcy",-  trwa jednak nieprzerwanie . Ale dlaczego ?  Odpowiedz jest niezmiernie prosta . Wieki mijaly i nie bylo zadnych sukcesow , nawet wojskowych.  Historycy popadli w kompleks zazdrosci,  i co gorsze , w kompleks nizszosci , zupelnie niepotrzebnie , nie oni odpowiedzialni  sa  za nieudana  polska  historie . Naprawianie jej jednak trwa , i przychodzi to im z latwoscia  z powodu zenujacej  wiedzy historycznej polskiego spoleczenstwa . Wytworzylo sie zamkniete kolo z ktorego teraz trudno znalezc  wyjscie , wyjawienie prawdy   spowodowalo by  calkowity upadek  autorytetow, conajmniej tych..... od historii . Nie moj problem, - sami musza sie wyplatac.  Wedlug  niektorych  Sobieski w koncu  sie rozruszal  i postanowil  wcielic   w "zycie" , swoje pomysly . Mianowicie ; przy ustalaniu planu ustawienia i uszykowania wojsk  przeforsowal swoja  idee . Uparl sie postawic  polski kontyngent na prawym skrzydle , ktore uwazal  za najwazniejsze i zapewne honorowe .  Ale tez  ?....- jak informuje Wimmer, cytuje :

"Jego zamiarem bylo  nie tylko jak najszybsze przebicie sie do dogorywajacego Wiednia , do czego przedewszystkim dazyl  ksiaze Lotarynski   a 1 e  jednoczesne  zniszczenie  oblegajacych  miasto wojsk Kara Mustafy ." (k. cyt .podkr.m.) .

Pieknie !  Szczytne zamiary !  Gdyby sie  udalo  zdobylby slawe  niesmiertelna ! Nie malowana (na obrazach) ! Bylo to zupelnie realne  i prawie  ze.....dotykalne , gdyby..... ale nie uprzedzajmy wypadkow.

Nastepny cytat :

"Do tego ( zniszczenie Turkow .) ostatniego zadania najlepiej  nadawala sie  polska kawaleria , ktora dzieki znakomitym koniom i doskonalemu wyszkoleniu , mogla  wykonac  druzgocace  uderzenia w galopie. Sobieski wiec przeznaczal  prawe skrzydlo dla armi polskiej  , co nie wzbudzilo  sprzeciwu  u sojusznikow." .(k.cyt,)

O.K, nie wiemy  jak  przebiegaly rozmowy na owej naradzie,- CNN nie transmitowala tego live. Nie znamy argumentow obu stron , i nie wiemy w jakim tonie toczyly sie  te rozmowy.  Wiemy jednak  ze Sobieski           odrzucil  proponowane przez niemieckich  ksiazat  sugestie , rozdzielenia polskich wojsk na oba skrzydla a srodek  wypelnic  wojskami niemieckimi . Uczynil to  z powodow  prestizowych o ktorych mowa wyzej .  Mozemy sie  jednak domyslic  dlaczego dowodcy niemieccy to jemu zaproponowali. Chodzilo o to , ze konnica pancerna , ale tez ta inna , mialaby  latwiejsza   droge-nie musieliby lazic po gorach-mieliby z lewej strony brzeg Dunaju, z prawej zas  mogli wykorzystac droge . Srodkiem natomiast , czyli po tych stokach , przebijala by sie  piechota . Posluchajmy narzekania Wimmera :

"Grupa wojsk Karola Lotaryńskiego , poprzedzane przez wyslane juz noca oddzialy , maszerowala stosunkowo latwymi drogami....... w tym czasie wojska srodkowej grupy , pomaszerowaly lesnymi  drogami wzdluz  innego strumienia.......,  najtrudniejsza droga przypadla w udziale oddzialom polskim , przyczyna   opoznienia  pochodu byl zarowno trudny teren , jak i dazenie do przeprowadzenia wszystkich dzial" (k. cytatow)

Skad ten placzliwy ton ?  Przeciez  sam "naczelny dowodca" tak  urzadzil swoje wojsko !  Uwage  Wimmera ze  "nie wzbudzilo to sprzeciwu sojusznikow"", nie nalezy rozumiec ze sprzymierzency zaakceptowali stanowisko Sobieskiego , bo zgadzali sie  z jego koncepcja ,  tylko skwitowali ja  na zasadzie ,  jak sobie kto poscieli tak sie wyspi . Pochod konnicy polskiej trwal dlugo , za dlugo  i opoznil  uderzenie koncowe o  4 godziny !

"Popatrzmy" teraz jak dowodzil  Sobieski  i ile mial  do powiedzenia.  Posluchajmy nieocenionego Wimmera , cytuje :

"Pozostawala wiec kwestia , komu powierzyc wazne zadanie  przebijania sie do Wiednia na lewym skrzydle. Poczatkowo Jan III  zamierzal  skierowac tam wojska niemieckie pod ogolnym dowodztwem ksiecia Waldecka , sprzeciwil  sie  jemu jednak  ksiaze Karol... naczelny wodz uznal  to za sluszne , tym bardziej, ze oddzialy austriackie zdobyly juz  doswiadczenie bojowe w walkach z Turkami...  posilkowym korpusom z Niemiec przeznaczyl  wiec srodek szyku , ale w krotce spotkalo sie to z oporem ze strony ...elektora saskiego. (kon. cyt.podkr.T.v.R.)

To nie byla nawet proba dowodzenia naczelnego dowodcy.  To byla lekcja pokory udzielona Sobieskiemu, jesli  tak to sie w rzeczywistosci odbylo , mam co do tego jednak ogromne watpliwosci . Ksiaze Karol Lotarynski  po prostu  realizowal swoj plan , ustalony na dlugo przed przybyciem Sobieskiego i wcielal jego konsekwentnie w zycie, bez wzgledu na to co mial  do powiedzenia "dowodca honorowy" .   A  co z tym powyzszym cytatem ? Kolejna akcja ratunkowa . Nic wiecej ! Zwracam jednoczesnie uwage na "posilkowy charakter" niemieckiej armi !

Widzimy wiec ze nikt ze zdaniem  Sobieskiego sie nie liczyl . Wszyscy trzymali sie  scisle opracowanego 20 lipca planu i.... dzieki Bogu !  Gdyby natomiast odbylo sie to tak  jak relacjonuje nam Wimmer , to Sobieski przed podjeciem decyzji - jako... doswiadczony i madry dowodca --powinien najpierw przemyslec  co rozkazac ,  i wziac  pod uwage -chociacby to bojowe doswiadczenie-nie zas bezwiednie potakiwac niemieckim generalom . Tego nie zrobil  i to go dyskwalifikuje.

Wrocmy teraz do tematu zasadniczego, do samej bitwy i osoby polskiego krola.

Wieczorem 10 wrzesnia -jak pisze Wimmer - popedzil  Sobieski do Klosternenburga , gdzie wieczorem mial sie spotkac  z innymi dowodcami . Na naradzie postanowiono ze pasmo wzgorz  ktore zagradzaly droge do Wiednia bedzie sie  zdobywac dnia nastepnego.Cytuje Wimmera :

"W nocy jednak, Karol Lotarynski dokonal rekonesansu  i postanowil natychmiast zajac dwa z nich ./ O drugiej w nocy oddzial  wojsk ochotnikow  dowodzonych przez markiza Parella , wspial sie na szczyt Leopoldsbergu i wyparl  zen  znajdujacych sie tam Turkow, a nastepnie uderzyl na Kahlenberg ;  po krotkiej walce  nieprzyjaciel zostal i stad wyparty. / bylo to w sama pore , gdyz Ibrachim Pasza  skierowal juz  ku wzgorzom , wieksze oddzialy piechoty? (K. c. podkr T.v.R..)

Nie jest to przyklad typowy , zwracam jednak uwage, ze te  szczyty  huzarzy nie zdobywali , oddaje tez mniej wiecej sytuacje  ktora zaswiadcza , iz Karol byl  o niebo lepszym i doskonalszym dowodca od spiacego juz  w bettach Sobieskiego . Umial  trzymac reke  na  pulsie i posiadal  instynkt  jakiego sie od prawdziwego dowodcy oczekuje ; potrafil  bezblednie wykryc  zamiar przeciwnika . Glowny ciezar walki spoczywal na lewym skrzydle wojsk sprzymierzonych , ktorego trzon stanowily wojska niemieckie ( Wimmer nazywa je saskie , frankonskie, austriackie i t. d. co nie jest zadnym ewenementem w polskiej historiografii , poniewaz byl to dobrowolny "mus" polskich historykow , chodzilo o stworzenie zametu i zatajenie historycznej prawdy , oraz deprecjacje  slowa Niemcy czy niemiecki.  ),  ktorymi dowodzil  ksiaze Karol Lotarynski. Przeciwnikiem byly gl o w n e sily tureckie , ktore tworzyly prawe skrzydlo armi Ibrahima Paszy . (moze  dlatego wybral Sobieski to prawe skrzydlo ? )

12 wrzesnia w niedziele o godzinie 6 rano , ksiaze  Karol wydal  rozkazy do natarcia , i jak pisze Wimmer :  "....udal sie  na  wzgorze Kahlenberg , gdzie spotkal sie z Sobieskim i zreferowal mu aktualna sytuacje . Krol  zaakceptowal  jego zarzadzenia i nakazal wymarsz pozostalych wojsk". (podkr.moje)

Wyglada to przepieknie , ( od razu przypomina  mi sie jak Boleslaw I stawial te slupy na Labie) . Bez patosu i kretactwa ani rusz .  Co mial krol zaakceptowac ?  Ksiaze Karol  postawil  krola przed faktem dokonanym , wydal rozkaz i koniec !  Kazda  relacje mozna  upiekszyc i przekrecic  dobierajac odpowiednie slowa. W niczym jednak nie zmieni to faktu , ze to Karol , a nie Jan , podejmowal decyzje .   Pytanie posilkowe : glowny dowodca nie znal  "aktualnej sytuacji" ?

Posluchajmy , co ma dalej do powiedzenia Wimmer: "Sobieski udal sie  nastepnie do kaplicy ojcow kamedulow , gdzie sluzyl  do mszy i nastepnie swojego 17 -- letniego syna Jakuba pasowal na rycerza" (powinien na wojownika , T.v.R.).

Kiedy to wszystko sie odbywalo, ksiaze Lotarynski dowodzil  bezposrednio natarciem swoich wojsk. Zostawiam to bez komentarza. Okolo godziny 10 wojska niemieckie zdobyly Nussberg ,  po chwili odpoczynku ruszyly  do kolejnego natarcia, i po krwawych walkach i rozpaczliwych kontratakach tureckich okolo 12 w poludnie przed kolejnym uderzeniem na Dobling  zatrzymali sie  na odpoczynek, i wraz z ich dowodca   ksieciem Karolem, czekali na wyrownanie frontu przez pozostajaca w tyle armie .  (????)

Powoli i z trudnosciami oddzialy ksiecia Waldecka pokonujac mocny opor Turkow o godzinie 13 dotarly do Sievieringu ktory zajeli , i wyrownali front z Sasami ktorzy zdobyli Grinzing. Teraz czekano tylko na pozostajacych w tyle Polakow .Kiedy roztrzygaly sie losy bitwy , wszyscy walczyli , nasz bohater Sobieski , spozywal  najspokojniej na swiecie sniadanie na Kahlenbergu  , po czym wsiadl  na konia i udal sie do swoich oddzialow.

Wimmer twierdzi i usiluje usprawiedliwiac Polakow ze mieli dluzsza  droge i silniejszego przeciwnika , te sugestie wzial  z kapelusza ,  najsilniejszy przeciwnik jak wiemy  to bylo prawe skrzydlo tureckiej armi , z ktora w polowie juz uporal sie  ksiaze  Karol . Natomiast te dluzsza  droge mieli do zawdzieczenia samemu Sobieskiemu  , ktory jak pamietamy , nie zgodzil sie  na rozsadne  propozycje niemieckich dowodcow ,by maszerowac z polowa  polskiego wojska  lewa strona - latwiejsza. Swiadczy to tez o tym , ze krol nie mial zielonego pojecia o topografi  tego terenu . Uparl sie isc prawa  i to dyskwalifikuje go rowniez jako dowodce swoich wojsk. Gdyby pozwolono Sobieskiemu pod Wiedniem  dowodzic, skonczyloby sie to potezna katastrofa , ze skutkami odczuwalnymi do dzisiejszego dnia -  Europa modlila by sie do Allacha !

Wojska ksiecia  Karola dlugo czekaly na wyrownanie frontu przez Polakow,  ukazali sie oni dopiero o 4 po poludniu.                                                                                                                                                                                                                                               "Udal sie na Kahlenberg ( ks. Karol T.v.R. ) do Sobieskiego .  Zdal raport krolowi polskiemu i uzgodnil z nim rozkazy dla grupy centralnej ksiecia  Waldecka  , ktora miala  wyrownac  linie  frontu  z wojskami austiacko- saskimi . ( k. c. podkr. m.)

Z tym raportem  to juz jaja nie z tej ziemi  ! Niewiadomo dokladnie co chce nam Wimmer w tej relacji przekazac lub zasugerowac  i jak miala ta scena wygladac . Czy ksiaze  Karol , ktory od 6 rano caly czas prowadzil skuteczne natarcie dowodzac oddzialami lewego skrzydla , walczac z glownymi silami tureckimi, bez przerwy latal do Sobieskiego na wzgorze Kahlenberg ,  ­483m. wysokie - z siadal z ziajany z ledwo trzymajacego sie na nogach konia , stawal przed Sobieskim na bacznosc i przepisowo salutujac  meldowal ze u niego wszystko O.K. ,  tylko wojska Waszej Jasnosci Waszmasci chyba poszly na Paryz   bo od 4 godzin wypatruje ich nadaremnie ?  Na to Jasnosc ? Waszmosc, co mi tu parchu , szwabskie nasienie, jakies brednie pleciesz  i dlaczego do stu tysiecy bomb i tureckich kartaczy nie jestes  jeszcze w Wiedniu , jak dlugo jeszcze bede tutaj o suchej gebie w tym kurzu stal , nie moge sie doczekac aby u mosci Georga Koitschitzkiego w jego kafejce  wypic po  turecku zaparzona  mala  czarna !  Po tej reprymendzie ksiaze Karol wdrapal sie na kobyle  i piorunem pagalopowal do swoich oddzialow, zdobyl nastepna wies i lecial  z powrotem na to cholerne wzgorze do Sobieskiego po nowe rozkazy . Tak zapewne wyobraza sobie wiekszosc polskich historykow i wiekszosc polskiego spoleczenstwa przebieg tej kampani . Ksiaze Waldeck jakos sobie radzil skoro wyrownal front po godzinie. Nie wyrownali tylko Polacy i popedzac nalezalo ich .Nalezy sie tutaj zapytac  co w ogole robil Sobieski na tym wzgorzu, ktore oddalone bylo od jego wojska 4 kilometry i usytulowane juz na tylach frontu ? Sobieski powinien sobie razkazac i udac sie na prawe skrzydlo czego wymagala sytuacja a nie czekac na obfite jedzenie - dodatkowo marudzac - ze potrawy sa zakurzone ! Kiedy wreszcie o godzinie 16 oddzialy polskie zaczely ustawiac sie  przedluzajac linie  frontu , ocknal sie w koncu i Sobieski  i zaczal  dowodzic . Najpierw przez lunete dlugo obserwowal pole walki , i wreszcie wydal swoj pierwszy prawdziwy rozkaz w tej bitwie , polecil mianowicie przeprowadzic probny atak . Wykonac mial go porucznik Z. Zbierzchowski . Posluchajmy Wimmera ,  cytuje :

"Po przebyciu rowu oddzial  Zbierzchowskiego  uporzadkowal  sie i runal  z impetem na Turkow , przelamujac pierwsze szeregi , na nastepnych jednak utknal  . Sprawnie zawrociwszy , choragiew  ruszyla do swoich ." ( tym razem jeszcze, T.v.R.)

Za pomoca paru slow , jak  runal  z impetem , przelamujac szeregi , sprawnie zawrociwszy,  mozna pomniejszyc  lub zniwelowac  takie jak ; utknal i uciekl . Byl to ponoc tylko atak probny  wiec niema sie czego czepiac ,  gdyby nie pewne a1e !  Wskutek tego niepotrzebnego rozkazu  zginelo 19 towarzyszy i 35 pocztowych , co stanowilo 1/3  choragwi , czyli 54 trupow.  Jezeli Sobieski chcial sprawdzic czy konie sforsuja row , mogl zrobic to sam . Poswiecic na ten cel 54 istnien  ludzkich bylo horendalna glupota i brakiem wyobrazni ze strony Sobieskiego .

Dalej Wimmer,                                                                                                                                               "Probny atak wykazal , ze szarza w centrum szyku polskiego jest po przebyciu rowu mozliwa"  (k.c. pod.m.)

No dobra, co by bylo jednak gdyby po setkach kilometrow marszu , tych zagranicznych pieniedzy , tej calej gadaniny ,  przysiegi w obecnosci papieza , ta szarza byla niemozliwa ?  Czy ten zasrany row mialby zniweczyc cala odsiecz wiedenska ?  Pojechalby Sobieski do domu , bo miejscowi nie polozyli odpowiednio szerokiej kladki ?

Czy tez zdecydowalby sie na okrazenie Turkow i zaatakowal by ich od poludnia , czyli od tylu ?

Wojsko ustawialo sie do generalnego szturmu i bez wzgledu na usytulowanie terenu musialo tak czy owak szarzowac, i w tym przypadku probny atak byl bez sensu ,  wystarczylo tylko wojsko powiadomic o istnieniu tego rowu, a ci polegli ida na konto lekkomyslnego Sobieskiego .

Za przykladem swojego patrona , drugi madrala Sieniawski wydal podobny rozkaz , tym razem jednak skutki byly wrecz tragiczne, posluchajmy Wimmera w oryginale :

"Wyznaczona don zostala choragiew husarska Szczesnego Potockiego, wojewody krakowskiego, a dolaczyl do niej Stanislaw Potocki na czele swej choragwi pancernej , ktory tez objal  dowodztwo / Ruszyly w kierunku "Tureckiego Szańca"/ Od tureckiego ognia poniosly straty jeszcze przed uderzeniem na konnice turecka/

W walce padl Stanislaw Potocki , ktoremu cios szabli scial  wierzch glowy , i wielu jego zolnierzy. Z dziesiatkowane oddzialy zawrocily i uciekaly scigane przez masy jazdy tureckiej . Szerokim lukiem dotarly one do stanowisk piechoty niemieckiej ( z Bawari p. m.), ktorej ogien powstrzymal Turkow . Byla to pierwsza faza gwaltownych walk , ktore rozgorzaly na styku ugrupowania polskiego i niemieckiego, Sieniawski bowiem rzucil przeciw jezdzie tureckiej duza grupe konnicy zlozona z kilku pulkow liczaca zapewne okolo 2000 husarow i pancernych pod dowodztwem Marka Matczynskiego. (k. c. p.m.)

Kronikarz turecki dodaje:

"Widzac co sie dzieje z tymi (t. j. choragwiami Potockiego) ruszyl do szturmu hufiec z proporczykami niebiesko - bialymi ( Matczynski), ale i tych odparto. Wielu z nich zabito lub poraniono, pozostali zas odeszli i dolaczyli do swoich.?

I znowu Wimmer,

"Pod impetem nacierajacych z gory Polakow zostaly powalone pierwsze szeregi Sipachow , jednakze dalsze stawialy zaciety opor , z boku zas na szyk polski wpadly nowe masy konnicy tureckiej , przesuwane wlasnie z prawego skrzydla spod Döbling. Pod tym atakiem na lewa flanke zalamalo sie natarcie pulkow  Matczynskiego, ktore zawrocily i cofaly sie scigane przez jeszcze wieksze masy jazdy osmanskiej . Wielki Wezyr chcial teraz wykorzystac sukces i zlamac jazde polska , wdzierajac sie pomiedzy prawoskrzydlowa (polska)  i centralna (niemiecka) grupe armi odsieczowej . (k. c. T.v.R.)

Takie naukowo- literackie opisy nie wyjasniaja nic, i powoduja tylko zamet w  glowach podeskcytowanych czytelnikow . Pomijajac bledy w ocenie aktualnej sytuacji na polu bitwy przez Sobieskiego i jego dowodcow , przejdzmy do konkretow . Zanosilo sie wiec na katastrofe , na odciecie oddzialow polskich od glownych sil i ich rozgromienie wzglednie unicestwienie . Mozna sie cofac walczac krok po kroku , mozna tez sie cofac uciekajac w poplochu i byc sciganym . W tym konkretnym przypadku polskie oddzialy uciekaly a Turcy ich scigali i pewnie tez zarabali , gdyby nie odzialy piechoty niemieckiej  ktore z masowanym ogniem z karabinow turecki atak odrzucily. Zdaniem Wimmera tak zle jednak nie bylo , bo na gorze Schafenberg czuwal Sobieski , ktory  rozumiejac powage sytuacji , zorganizowal  kontrakcje . Wyslal  do boju piechote  Sieniawskiego  wzmocniona oddzialami frankonskimi  (niemieckimi . ). Na rozkaz krola , ksiaze Sachsen -Lauenberg  wyslal do boju regimenty Schultza i Kuefsteina oraz regimenty kirasjerow cesarskich . Nie bedziemy sobie zawracali glowe kto kogo w tym przypadku wzmocnil., do takiego relacjonowania polskiej historii trzeba sie przyzwyczaic

Nastepny opis Wimmera jest dosyc kuriozalny,cytuje :

W tym czasie Sieniawski porzadkowal oddzialy Matczynskiego i wzmocniwszy je pozostalymi pulkami swej konnicy rzucil do ponownej szarzy. Pod gradem kul muszkietawych i kartaczy oraz kontratakiem jazdy silne uderzenie tureckie zalamalo sie i masy sipachow  o d p l y n e l y  w kierunku Gersthow. (K.c. podkr. moje.)

Pieknie. Najpierw "cofali sie uciekajac" , pozniej po reprymendzie Sieniawskiego ruszyli do ataku i rozwalili Turkow , ktorzy byc moze sie rozplyneli, a odzialy niemieckie staly z boku i klaszczac w rece przygladaly sie jak Polacy "rozdmuchali" Turkow .

Wrocmy jednak z oblokow na ziemie, gdyby ksiaze Sachsen- Lauenburg nie zareagowal  w odpowiednim momencie i nie wyslal do boju regimentow niemieckich , oraz niemieckie oddzialy nie wzmocnily slabej piechoty polskiej , konnica polska przestala by istniec,  wzglednie zostalaby rozbita do tego stopnia  iz nie nadawalaby sie do walki . Pomniejszajac czy tez ignorujac dzialania i walke oddzialow niemieckich, cesarskich.frankonskich itd jak caly czas Wimmer nazywa wojsko niemieckie , nie czyni nic specjalnego, stalo sie to mania calej polskiej historiografii . Nie ustepuje innym polskim historykom , ktorzy caly czas twierdza ze pod Wiedniem wygrali Polacy pod dowodztwem Sobieskiego. Sytuacja na prawym skrzydle zostala wyklarowana i z normalizowana dzieki Niemcom i Polakom , wyraznie mowiac !

Kiedy te dramatyczne chwile przezywali Polacy na prawym skrzydle i bez niemieckiej pomocy z tej sytuacji by sie nie wykaraskali , na lewym skrzydle jak burza szedl do przodu Karol Lotarynski i jego zolnierze,  jego celem bylo jak najszybsze dotarcie pod Wieden , oblezonego przez Turkow, i wyparcie ich z okopow, sytuacja stawala sie tam z godziny na godzine  dramatyczniejsza, lonty bomb mogly w kazdej chwili zostac przez Turkow podpalone .

Inny cel postawil przed soba Sobieski ( raczej jednak polscy historycy) , ktory jak wiemy zalozyl sobie szczytny cel , zniszczenie tureckiej armi i glowy Ibrahima Paszy przyniesionej na tacy.

Posluchajmy na razie Wimmera, cytuje :

"Wojska ksiecia  Karola z zapalem  parly naprzod , tym bardziej ze zapal ten podsycaly krzyki jencow wyrzynanych na wyspie Tabor ,  Ksiaze Karol wiedzial , ze rostrzygniecie bitwy jest bliskie , zasiegnal  jednak opini towarzyszacego jemu elektora saskiego i innych generalow. (nie zasiegnal rady Sobieskiego, jak widzimy) General  Goltz mial mu odpowiedziec ,  "Wal naprzod" / Ksiaze byl zadowolony z tej odpowiedzi i zawolal  , Wiec maszerujmy ! -- wydajac rozkaz do natarcia . Jazda cesarska i saska wysuwajac sie przez przerwy miedzy batalionami piechoty ( co nie mogla uczynic jazda pancerna, T.v.R.), uderzyla na Oberdobling , po czym rezygnujac z marszu wzdluz Dunaju , skierowala sie na prawo  i nacierala przez polnocna częsc obozu tureckiego w strone Hernals / Prawe skrzydlo tureckie zostalo rozbite a jego dowodca Ibrahim Pasza rzucil sie do ucieczki ".(k. c. podkr .moje.)

W tym tez momencie bitwa o Wieden zostata roztrzygnieta . Hernals lezal  dokladnie przed oddzialami polskimi , i tym samym droga do Wiednia zostala polskim odzialom otwarta , nie dotarly one jednak pod to miasto . (jest to jednak juz inna historia o ktorej opowiem jutro a wlasciwie dzisiaj , ale o innej porze , teraz jest druga w nocy i ide spac.)

Wyczyn Karala Lotarynskiego byl fantastyczny , on i jego zolnierze dokonali rzeczy  ktora wydawalaby sie na poczatku bitwy niemozliwa . Walczac w dzien i w nocy zmusil glowne sily tureckie do panicznej ucieczki,  ktore pozostawily cale obozy na pastwe losu .

Kiedy bitwa byla juz wygrana przyjrzyjmy sie Sobieskiemu i jego oddzialom. Aby zrozumiec wszystkie aspekty tej bitwy  nalezy sie cofnac  kilka dni do tylu, do momentu w ktorym Sobieski odrzucil propozycje niemieckich generalow. Postawil sobie za cel zniszczenie oblegajacych miasto wojsk Kara Mustafy . Do tego celu mial uzyc oddzialy polskie . Sobieski  uwazany przez polskich historykow za superwodza ( po powrocie z Wiednia ponosil same militarne porazki i nie wygral ani jednej bitwy, natomiast ksiaze Lotarynski wszystkie wygrywal i to z Turkami a nie z Tatarami) - wyniosl swoje  doswiadczenie wojskowe przedewszystkim na utarczkach i potyczkach na tak zwanych "dzikich polach", obszarach stepowych, gdzie mozna bylo stosowac klasyczna technike wojenna . Wybierano plac, armie ustawialy sie na przeciwko sobie , dowodca wlazl na jakies wzgorze z ktorego wszystko widzial , tez te skrzydla , no i oczywiscie srodek , mogl za skrzydlami trzymac rezerwowe pulki i zaleznie od potrzeby nimi rozporzadzac .

Na tych "lakach" mogl miec mocniejsze prawe skrzydlo ktore zadawalo ostateczny cios.

Tutaj jednak , pod Wiedniem , sytuacja byla inna i to zdecydowanie inna . Tak zwany Las Wiedenski to byly wzgorza siegajace 500 metrow nad poziom morza , teren porosniety krzakami , zaroslami i lasami, poprzecinany licznymi strumieniami , poludniowe stoki tych wzgorz porosniete byly zalozonymi winnicami, ktore znowu przegrodzone byly plotami , istnialy wawozy , wsrod tych wzgorz byly wsie z zabudowaniami z za ktorych niespodziewanie atakowali Turcy , na wierzcholkach wzgorz usadowily sie oddzialy tureckie i najpierw trzeba bylo ich stamtad wykurzyc , w ciezkich walkach !  Do tego nie nadawaly sie regimenty ciezkiej jazdy -huzarzy czy pancerna jazda . Pod gorke nie mogli szarzowac , ich glownym atutem byl impet  ktorym rozwalali wszystko  na drodze ataku .  Tutaj  wszystko musiala zalatwic  piechota , a tej Polacy mieli malo i w dodatku slabo wyszkolonej  ( prosze zwrocic uwage na proporcje w wojsku niemieckim ). W podrecznikach szkolnych i uniwersyteckich nigdy nie podawano szczegolow samych bitw , nie analizowano ich , nie zajmowano sie strategia , logistyka  itp. Gdyby ujawiono szczegoly , moglo by dojsc do sytuacji ze ktorys z bystrzejszych uczniow czy tez studentow  zadalby pytania dotyczace np "bitwy pod Plowcami" w rodzaju ; skoro Polacy wygrali z "krzyzakami" to dlaczego krolewicz Kazimierz wial w podskokach, nie zatrzymujac sie po drodze, do Krakowa nawet na sekunde  i w poplochu opuscil  "pole bitwy pod Plowcami" a z a nim wszyscy wojowie Lokietka.?  Nauczyciel lub wykladowca historii wytrzeszczyliby galy , zapomnieliby jezyka w gebie slyszac te "rewelacje", sami o tym dowiadujac sie pierwszy raz w zyciu  !   Na ogol kwitowano to na zasadzie maksymy Cezara ; poszedlem, zobaczylem, zwyciezylem .

Rozwazajac te bitwe z pozycji polskiej historiografii  w ktorej zaklada sie i mowi o polskim zwyciestwie pod Wiedniem,  i o wielkim dowodcy Sobieskim,  trzeba przyjac,  ze te 7000 tys. chlopa z polskiej piechoty  na odcinku co najmniej 8 km., musieliby oczyscic z nieprzyjaciela  wszystkie wzgorza , zdobyc po drodze wszystkie wsie w ktorych siedzieli Turcy , rozbic glowne sily tureckie na lewym skrzydle (pozycja atakujacych),  dotrzec w nieustajacym ataku do wsi Hernels , oczyscic przedpole i przygotawac je tym samym do umozliwienia pancernej konnicy i huzarom w liczbie 14,000 tys. jezdcow  wykonania szarzy. To wszystko zas z przeciwnikiem liczacym  65.000tys. chlopa i 15.OOOtys. Tatarow , ktory stawial silny i zaciety opor, groznie i skutecznie atakowal  o czym przekonala sie jazda Sieniawskiego w swych dramatycznych momentach . Gdyby to,  ale i inne rzeczy - niemniej wazne - ­dokonaly same oddzialy polskie i w decydujacym ataku zmusily Turkow do ucieczki , to mozna by to uznac za zwyciestwo polskie i krola Sobieskiego . I nie byloby o czym mowic i pisac . Czapki z glow i tylko gratulowac !  Tak jednak nie bylo , to co na ten temat sie pisze i glosi to historia "zyczeniowa", taka sama jak ta , co ma zwiazek z Plowcami .

Sobieski wiec nie dal sie byle petakom przekonac , postawil na swoim zmuszajac  wojsko do wielkich trudow marszu przez Las Wiedenski aby - jak sam sie chwalil - okrazyc przeciwnika i totalnie go wykonczyc.

Wreszcie nadeszla jega wielka chwila , Wimmer opisuje ja tak , cytuje :

"Jan III widzial to z Schafenbergu ( sukces ksiecia Karola , bezladna ucieczke Turkow i Ibrahima Paszy , koniec bitwy , T.v.R..) i stwierdzil ze bitwe mozna zakonczyc tego samego dnia , nie nastepnego jak to poczatkowo planowal , liczac sie z dlugotrwalym zdobywaniem stokow Lasu Wiedenskiego . (k.c. pod. moje.)

Zdarzaja sie w zyciu takie momenty ze czlowiekowi zabraknie w gebie slow , tak jak mnie w tej chwili. Sobieski To wszystko widzial , jasne !  Tylko przewidziec nie mogl nic . Jak mogl cos zakonczyc co bylo juz skonczone ?  Jezeli "liczyl sie"  to sie przeliczyl ! Stoki zdobywali w nocy inni kiedy w najlepsze spal ! Sluzyl  do mszy , pasowal rycerzy , jadl zakurzone sniadanie , w czasie kiedy Karol Latarynski walil skutecznie Turkow! Pomijam cale slowne zdobnictwo Wimmera w rodzaju  "blyszczace zbroje" , "barwne piuropusze" itp. przytaczam fragmenty , ktore sa istotne . Oto ta szarza wedlug Wimmera. Cytuje :

"Sam krol polski stanal  na czele wciaz  pelnej zapalu choc oslabionej stratami choragwi husarskiej kroIewicza Alexandra . Bez zbroi , bo dzien byl  goracy , w bogatym ubiorze , dzierzyl w dloni tylko b u l a w e / Husarzy i biegnace za nimi choragwie pancerne przeszly z klusa w galop i przeskakujac rowy ( jak widac poszlo z tymi rowami dosyc gladko p.m.) i nasypy z poteznym okrzykiem Jezus, Maria, ratuj! Bij zabij ! Gnaly ku obozowi przeciwnika / pod impetem uderzenia konnica osmanska zostala wyparta i rzucila sie ku swemu lewemu skrzydlu / Pulk krolewski  dopadl do skraju namiotow i tu   z a t r z y m a l   s i e ./ (k.c. podkr. moje.)

Jak to , zatrzymal sie ?  Co takiego sie wydarzylo ze polska szarza raptem sie zatrzymala ? I co na to Sobieski?    Powinien przeciez  dzialac , okrazyc czy gonic , no i w ogole cos robic do cholery ! Wydac rozkaz odbicia w lewo , dolaczyc do regimentow jazdy niemieckiej pod dowodztwem ksiecie Sachsen- Lauenberga ktore szarzowaly na Weinhaus , lub dac rozkaz odbicia w prawo i dolaczyc do czesci konnicy polskiej  ktora zapedzila sie az pod Penzing , tam przekroczyliby Wienflus, lub tez jego lewym brzegiem galopowali do miejscowosci Gumpendorf i Leimgruben , przecieli droge ucieczki Turkom , zlapali Kara Mustafe , zniszczyli tureckie wojsko , co mozna bylo latwo wykonac bo ucieczka byla bezladna i paniczna . Co z tym strategicznym celem Sobieskiego , ­zniszczeniem calej tureckiej armii ?  Turcy wiali - a tu zatrzymali sie ?!

Czas na mala  refleksje . Czy czasem panowie uczeni w historii nie ladowali i laduja da naszych czaszek sieczki? I czy czasem z krola - niedorajdy , nie robia geniusza na potrzeby patriotycznej propagandy ?

Nic nie podejrzewam , jestem w stu procentach pewny  ze podczas tej szarzy  interesy polskiej kawalerii zostaly skierowane w zupelnie inna strone , Turcy przestali ich interesowac  i to juz grubo wczesniej, mniej wiecej wowczas  kiedy Sobieski dostal tego olsnienia  ze bitwe mozna zakonczyc w tym samym dniu . To znaczy wowczas,  gdy wojsko ksiecia Lotarynskiego zdobylo Hernles , i wszyscy sie zorientowali ze juz w zasadzie jest po wszystkim !

Wszystko jednak pasowalo jak rzadko kiedy . Turcy uciekali ile mieli sil w nogach , pozostawili wszystko na pastwe losu , wystarczylo tylko ich gonic i przeciac droge . Nie bylo juz tych cholernych wzgorz i latwiejszy teren . Wiec co sie takiego stalo ze Sobieski  przepiepszyl okazje  jakiej w zyciu nie mial ?

Wszystko wyjasniaja dwa zdania Wimmera , cytuje :

"Okolo godz. 1 8  tuz po ucieczce Kara Mustafy , krol Jan III dojechal do jego namiotow i wszedl do nich w towarzystwie przybocznych . Sobieski obawial sie by nieprzyjaciel nie zawrocil i nie zaskoczyl  wojska zajetego pladrowaniem , wydal wiec rozkaz , pelnego przygotowania calej armii ". (k c. podkr. moje.)

Wszystko jasne ? Czy niezupelnie ?  Pladrowac  to okreslenie - wentyl . W rzeczywistosci nastapila grabiez , zlodziejstwo i kradziez . I jeszcze cos , nie wydal  rozkazu calej armi , tylko oddzialom polskim , bo ksiaze Karol i jego wojsko w dalszym ciagu  byli w natarciu -- i szli na Wieden !!

W rzeczywistosci jednak  Sobieski stracil panowanie nad swoim wojskiem zajetym grabieza , i nie mogl lub nie chcial  jego od tego oderwac , ostatnie zas slowa z cytatu Wimmera o rozkazie pogotowia  sa nieudana  proba ratowania polskiego krola i jego autorytetu oraz charakteru , bo jak pisze on dalej , cytuje :

"Stad tez (z namiotu Wezyra) wyslal  Sobieski kuriera do swej malzonki z pierwsza wiadomoscia  o zwyciestwie i posrebrzanym strzemieniem  o d e r w a n y m  od siodla  wielkiego Wezyra". ( k.c. podkr moje.)Oznacza to w klarownym sensie, iz  Sobieski  przylaczyl  sie  do swoich zoldakow i pladrowal razem z nimi.

Jezeli w tym miejscu  ktokolwiek  ma jakies  watpliwosci,  sluze  nastepnym cytatem :

"W rece sprzymierzonych wpadly tez ogromne obozy armi tureckiej Pelno w nich bylo wspanialych namiotow i sprzetow, bogate szaty i bron , liczne znakomite konie ze swietnym oporzadzeniem./ Wiekszosc  tej zdobyczy przypadla oddzialom polskim. Sam Jan III wzial  najwspanialsze namioty Wezyra" .  (k.c. pdkr T.v.R.)

Co wiec przypadlo sprzymierzencom jesli wolno byc dociekliwym ?  No no , samymi namiotami sie Sobieski nie zadowolil .

Wimmer broni Sobieskiego i jego wojsko i ich usprawiedliwia piszac, cytuje :

"Nie dziwmy sie tez dazeniu do zagarniecia lupow przez zolnierzy polskich ( i Sobieskiego p.m.).Towarzysze jazdy w przeciwienstwie do calkowicie wyposazonych zolnierzy austriackich i niemieckich , musieli wydawac znaczne sumy na konie, uzbrojenie swoje i pocztowych. (k. c. podkr.T.v.R.)

Co mnie Pan panie Wimmer bierze pod wlos i na litosc , ja sie wlasnie dziwie i to ogromnie !  Na co, w takim wypadku, poszly ogromne sumy  ktore Sobieski otrzymal z zagranicy ?  No i te z kieszeni polskich podatnikow ? A wikt i opierunek i podwody  zafundowal  przeciez cesarz !  Nie ma wiec co sie dziwic, ze militarne znaczenie owczesnej Rzeczpospolitej  bylo  znikome i nikt z tym sztucznym tworem powaznie sie nie liczyl . Jedni wyposazali i uzbroili , a w Rzeczypospolitej  werbowano wojsko jak za czasow Boleslawa I - uzbrojcie sie byle jak , a miecze i pancerze i dla kazdego pare  blyskotek znajdziemy -- wiecej niz uniesiemy - w Kijowie, Misni, Wolinie, Gdansku, Szczecinie, Pradze czy Wroclawiu .

W 17 wieku Sobieski poprowadzil  armie po lupy , aby pod Wiedniem mogli sie porzadnie uzbroic i "zagrabic" swoj  zold.   Jak wygladalo morale takiej armi ?  Pieniadze zostaly zdefraldowane i czesc z pewnoscia  trafila do kieszeni samego polskiego krola . No i nareszcie wyjasnila sie sprawa tych 6.000 tys. wozow , ktore wojsko Sobieskiego tak mozolnie ze soba  wleklo .

W tym czasie kiedy Sobieski i jego wojsko grabili tureckie precjoza ,wojska niemieckie z ksieciem Karolem na czele zblizaly sie do Wiednia gdzie powitano ich entuzjastycznie , zajeli sie "oczyszczaniem" okopow pod miastem z maruderow tureckich , walczono z nimi jeszcze do 10 wieczorem . Wycieto okolo 600 Turkow a reszta poszla do niewoli .  Komentarz ?,  sadze  ze jest zbyteczny !

Ratowanie "slawy wojennej" Sobieskiego odbywa sie ciagle i nieprzerwanie - od dziesiatek lat a nawet dluzej. Przed - powiedzmy - stu piedziesieciu laty   kiedy przeplyw informacji byl znikomy, dostep do zrodel pisanych ­z roznych powodow utrudniony - polscy historycy, naogol z reszta  niemieckiego pochodzenia , w swej naukowej pracy opierali sie z koniecznosci na skapych informacjach lub na zasadzie "jedna baba drugiej babie" Co oznacza, ze jak ktorys wyrobil sobie "nazwisko" i cos powiedzial czy "sprowadzil" na papier , to nastepni powtarzali to za nim jak za pania matka .Tak dokladni znowu nie byli . Potwierdzanie wiadomosci w wiarygodnych zrodlach nie bylo nawykiem powszechnym . Jako maly przyklad podam ze najpierw, a wiec dosyc dawno temu , wedlug polskich historykow  Sobieski przyprowadzil pod Wieden jak na owe czasy i owczesne polskie mozliwosci duza armie zolnierzy w liczbie ponad 40.000 tys. I to w ogromnej ilosci skladajaca sie z husarow i pancerniakow . Jak do tej liczby doszli ? Bardzo prosto, przeczytali zawarty uklad pomiedzy cesarzem Leopoldem I i Sobieskim , w ktorym stoi jak byk,  ze krol Jan mial w razie tureckiego zagrozenia wyslac do Wiednia 40.000tys. zoldakow. (prof. Zbigniew Wojcik twierdzi inaczej, uwaza on ze te liczbe zaproponowal Sobieski). Troche dla podwyzszenia efektu dodali na wlasna kape i tak zrodzil sie kolejny polski mit . Bylo tak dlugo dobrze, dopoty jacys omszali archiwisci i mniej omszali uczeni w Wiedniu  nie dostali do swoich rak tego co ich koledzy w Polsce napisali . Zaczeli szperac , porownywac , ogladac stare mapy sprawdzac marszrute poszczegolnych oddzialow , czytac wspomnienia uczestniczacych w bitwie osob i po krotkiej dyskusji  zakwestionowali to  co ci w Polsce podali do publicznej wiadomosci.

Ci w Polsce po przedstawieniu dowodow spuscili z tonu i liczby zolnierzy . Korygowali pare razy i na razie stanelo na 21.000tys . Mam podejrzenie ze ta liczba jeszcze troche sie zmniejszy .

Na podobnej zasadzie wycofywano sie z tej husarii i oddzialow konnicy pancernej . Warto moze w tym miejscu zwrocic uwage ze w swiadomosci wiekszosci spoleczeństwa utwierdzilo sie przekonanie, wyniesione ze szkoly, uniwersytetu , literatury okresu Romantyzmu i obrazow niektorych malarzy  na ktorych widac Sobieskiego jak w wypolerowanej zbroi scina czaszki mahometanskich wojownikow otoczonego skrzydlata husaria ktora w poteznej szarzy zmiata z powierzchni wszystko co sie jej pod nogi napatoczylo. Kiedy sporo pozniej obejrzano mapy wiedenskiej okolicy, a co niektorzy obejrzeli ja wlasnymi oczami , zapoznali sie z tureckimi okopami i szancami (na orginalnych mapach) i doszli do wniosku ze tych przeszkod nie mogla zdobywac super ciezka konnica (poniewaz bylo to niewykonalne), historycy zmniejszyli Sobieskiemu konnice i dodali piechote. Trzeba tez z naciskiem podkreslic, iz ta slawna polska husaria   juz wowczas byla w Europie przezytkiem. Wojskowy trend byl juz inny . Kladziono nacisk na wieksza wszechstronnosc kawalerii , nowoczesniejsze uzbrojenie, wieksza operatywnosc na polu bitwy , na jej zwrotnosc i dostosowawczosc do warunkow geograficznych. Husaria jak runela - i to przewaznie "na wprost"- bylo prawie niewykonalne  ja powstrzymac , zawrocic

lub w czasie szarzy zmienic kierunek uderzenia , gdyby zaistniala taka koniecznosc na polu bitwy. Podobnie z piechota , przedewszystkirn byla juz zawodowa ,( raczej polzawodowa) nie zawracano glowy rekrutom takimi sprawami jak wystaranie sie na wlasna kape o karabin ,ekwipunek czy mundur , tylko na wyszkolenie i dyscypline . Wyscig zbrojen trwal od zarania . Kto stal w miejscu znaczyl malo lub nic, dokladnie jak dzisiaj . Wiadomo ze to kosztowalo sporo forsy , jak jednak znikala ona niewiadomymi kanalami w rece wielmozow, to porzadnego i w wystarczajacej ilosci wojska sie nie mialo. Mimo tego , ciagle i z uporem powtarzaja dzisiaj  uczeni w historii oklepane frazesy , o poteznej sile militarnej owczesnej Litwopolski . Mit !

Wracamy pod Wieden i kolejny cytat Wimmera, cytuje :

"Bitwa byla juz wygrana , aIe Sobieski slusznie obawial sie ze cala armia turecka pod naporem wojsk ksiecia Lotarynskiego wycofa sie spod Wiednia pokonana i nie zniszczona . Obserwujac rozwoj sytuacji , wydal rozkaz do uderzenia calej masie kawalerii  wlasnej i ksiecia Waldecka , ktora (uwaga , uwaga `? p.m.) "przypieczetowala zwyciestwo", rozbijajac  'pozostala wiekszosc sil osmanskich' i powodujac bezladna ucieczke wszystkich juz wojsk Kara Mustafy . (Koniec cytatu, wszystkie podkreslenia moje.)

Nie bede juz zawracal glowy co sie stalo z wiekszoscia  sil osmanskich kiedy Sobieski ten rozkaz wydal . Pierwsi Turcy byli pewnie juz pod Belgradem . Podobnie z ta mniejszoscia sil tureckich .

Bezczelne i  horendalne klamstwo , na dodatek  tak ta wypowiedz  jest skonstruowana aby wytworzyc u czytelnika wrazenie iz Sobieski jest glowna  postacia  tej bitwy i ze mial on wszystko pod kontrola .

Bitwa byla juz wygrana , nieprzyjaciel uciekal w poplochu i to na calej lini . Zadna szarza nie byla juz potrzebna , wystarczylo gdyby husaria spokojnie ze zbocza zjechala  co spowodowaloby ze pozostale grupki nieprzyjacielskie na sam jej widok dolaczyliby do swojego wodza Kara Mustafy ktory juz byl za Wiedniem.

W ostatecznosci moglby jeszcze Sobieski im cos dosadnego krzyknac na odchodne (ponoc znal turecki) i z grozna  mina pogrozic ta bulawa co to trzymal w reku .

Chce tez zwrocic uwage na to , "przypieczetowanie", jak juz nie wygral to przynajmniej przypieczetowal . Tak czy siak - przypisywanych zaslug Sobieskiego nie latwo daja sobie uczeni odebrac .

Nie zlapal wiec nasz bohater ani wiekszosci sil ,ani mniejszosci sil tureckich , i tez ich nie zniszczyl . Po co w takim razie wkladaja panowie uczeni Sobieskiemu w usta  slow czy powiedzonek , ktore - byc moze -  nigdy nie wypowiedzial ?  Dla podreperowania minorowych nastrojow samych uczonych sfrustrowanych cala nieudana  historia ? Czy,  o tak, dla jaj ?

Teraz troche z innej beczki.

W opisach i pracach naukowych - jak juz czesto wspominalem - jesli chodzi o sprawy niemiecko- polskie, pomija sie jak tylko mozna zaslugi tych pierwszych i co z tym sie wiaze  nie do konca pisze sie prawde . Wezmy dla przykladu drobniejsza sprawe pod lupe , otoz prawie wszyscy i Wimmer tez , do imienia Leopolda I dodaja stanowisko cesarz , ale nie pisza czyj , wspominaja jednak kiedy tylko moga o jego austriackich wojskach i tym samym za pomoca tego malego "knyfu" sugeruja swoja wersje historii.

Leopold I byl Cesarzem Rzymskim Narodu Niemieckiego i  prawnym przedstawicielem calego narodu niemieckiego.

Teraz ta grubsza sprawa.

Cesarz odpowiedzialny byl za obrone granic Cesarstwa rowniez nad Renem, gdzie staly tez jego wojska , ktore mialy za zadanie powstrzymac Ludwika XIV przed wkroczeniem do Niemiec , "franzuzik" byl w nieformalnym przymierzu (tajnym) z tureckim Sultanem  i niecierpliwie czekal ze swoja armia  na zajecie Wiednia przez Turkow , aby zaanektowac czy tez zlupic (od tego Francuzi byli specjalistami pierwszej klasy), kraje nadrenskie. Arcychrzescijanski krol Francuzow knul i intrygowal jak tylko mogl , wspieral sultana finansowo ktory bez litosci scinal chrzescijanskie glowy nad Dunajem,  aby tylko dorwac sie do bogatych nadrenskich miast , poniewaz aktualnie nie byl przy wiekszej gotowce i nie mial czym zaplacic swoim. robotnikom  ktorzy stawiali czy remontowali Wersal . Zapewne tym bystrzejszym moglo wpasc do lepetyny , ze jedna z wiekszych militarnych poteg w Europie, Brandenburgia,  nie przylozyla do pokonania Turkow reki , otoz wyjasniam ze "krol slonce" prosba i grozba  wymusil na elektorze brandenburskim, Fryderyku Wilhelmie , aby sie do tego "interesu" nie mieszal i zostal jego sprzymierzencem (nie na dlugo zreszta)  za pieniadze ( pieniadze  wszystkich psuly) .

Widzimy wiec , ze Niemcy dysponowali w praktyce wystarczajaca sila militarna aby sami zalatwic Turkow pod Wiedniem  gdyby Francuzi po chrzescijansku podeszli do sprawy ! Nawet papiez z trzesacymi sie ze strachu lydkami nie mogl odwiezc katolickiego krola Francji od jego niecnych zamiarow .

A tak na uboczu, dla tych co wiedza i nie wiedza , formalne zjednoczenie krajow naddunajskich nastapilo wiele lat pozniej po roku 1683 . I wowczas to  naparzali sie Niemcy miedzy soba ile wlezie , wtedy jednak nazywano ich juz - Prusacy i Austriacy !

Zajmijmy sie tym wielomowiacym i obiecujacym postanowieniu o sciganiu i zniszczeniu Turkow w razie zwyciestwa . W tym celu cofnijmy sie do koncowej fazy bitwy , do momentu w ktorym szarza polska "utknela" przed namiotami Turkow . Sobieski dewastowal siodlo wezyra , jego zolnierze grabili oboz , Turcy uciekali pieszo i na koniach  unoszac ze soba swoje zrabowane w Austri i na Węgrzech skarby .

Ironia losu ?!

Nie mogly tego dokonac oddzialy niemieckie ksiecia Karola , poniewaz  nieprzerwanie dazyly do Wiednia , bo obawial sie ksiaze , ze Turcy w ostatniej chwili (minierzy) moga podpalic lonty przygotowanych min i wysadzic w powietrze duze czesci wiedenskich umocnien . Ale nie tylko !  Wszak byla to odsiecz Wiednia i chodzilo w niej przedewszystkim o wyzwolenie tego miasta , o przegonienie Turkow spod jego murow , o pokazanie sie na oczy tym biedakom ktorzy gonili resztkami sil i wyczekiwali swych wybawicieli z dramatyczna niecierpliwoscia , a nie jedynie o zdobycie bogatych tureckich obozow ! Do tego celu nadawala sie przedewszystkim konnica , i to ta ktora nie miala juz nic do roboty , a byla nia w wiekszosci konnica polska.

Podczas bitwy byl taki moment iz oddzial Jablonowskiego dogalopowal do osady Penzing . Miejscowosc ta lezy bezposrednio nad rzeka Wienflus i do miejsca w ktorym uciekala turecka arrnia  bylo plus minus 2,5 km . Sobieski powinien za oddzialem Jablonowskiego skierowac cala stojaca jemu do dyspozycji kawalerie , ktora przecielaby armi tureckiej droge odwrotu . Jest malo prawdopodobne by zniszczyl ich wszystkich , z pewnoscia jednak duzo. Pod Wiedniem Turcy zbudowali oboz jakiego w Europie jeszcze nie widziano , stalo tam 25.000tys. samych namiotow , a wiec wiecej niz  polskiego wojska  , i caly szkopul polegal na tym , ze Sobieski jesli chcial swoich wojskowych poslac za Turkami - zeby ich spedzic razem - musialby  wpierw obleciec te wszystkie namioty !

Inne zdanie na ten temat ma Wimmer, ( historyk dostosowawczy, jak mniemam) , posluchajmy co on ma na ten temat do powiedzenia. Cytuje :

"Przeciecie drogi ich odwrotu (Turkom p.m.) przez mosty na Wiedence  (Wienflus), jak to planowal przed bitwa Sobieski , nie powiodlo sie / Obejscie ich (obozy p.m.) bylo niemozliwe bo bylo  za daleko /.    (k. cyt. p.m.)

Czy taki geniusz wojskowy - za jakiego uwazaja krola Jana polscy historycy - nie powinien wkalkulowac w swoje dowodzenie  przeroznych wariantow zniszczenia nieprzyjaciol przed bitwa ? Czy pisze sie w naukowych badz co badz - rozprawach , co fantazja podpowie ?  nastepny cytat :

"O uzyciu wiekszych sil do poscigu nie bylo mowy, gdyz konie jazdy polskiej byly zmeczone dwudniowym pochodem przez las Wiedenski i szarza w trudnym terenie , zywily sie zas przez caly czas tylko liscmi z drzew." (k.c.)

Tak to jest , jak przeintelektualizowane typy zabieraja sie za za rzeczy na ktorych sie nie znaja , i  ­pierwszego konia w swoim zyciu ? zobaczyli  w ZOO.

Dodaje Wimmer rownoczesnie; "ze za nieprzyjacielem (uciekajacym p.m. ) , wyslano cala kawalerie w sile 2300 jezdcow ,  ale akcja nie wypalila , bo oddzial  pod dowodztwem Anastazego Miaczynskiego zabladzil -przechodzac obok miejsca gdzie zatrzymal sie Wielki Wezyr".

Komu on takie brednie wciska ? Kto w to wszystko bezkrytycznie uwierzyl ? Sam autor powyzszych cytatow broniac koncepcji Sobieskiego pisal,  ze do tego nadawaly sie oddzialy polskiej konnicy i dzieki znakomitym koniom i doskonalemu wyszkoleniu jazdy , ktora mogla wykonywac druzgocace uderzenia w galopie - tych ciosow nie zadawala ! A o tym zabladzeniu juz lepiej nie wspominac !

W zyciu ludziom roznie sie uklada i sadze ze jest to z pewnych wzgledow ? O.K.  Kiedy prof Wimmer mozolil sie nad rozwiklaniem zagadki  "Sobieski pod Wiedniem" na panstwowej posadce w cieplym pomieszczenu i przy przestronnym biureczku , ja chodzilem w blocie i slocie robiac setki kilometrow na wlasnych nogach - za plugiem . I Bog mi swiadkiem , ze tego nigdy nie zalowalem . Jedna z setek korzysci i doswiadczen  ktore wowczas zdobylem to ta , ze wiem ile jedna para koni  ciagnac plug przez 10 - 15 - dni po 11 godzin dziennie moze  wytrzymac - a Wimmer nie !

Zanim kupilem sobie traktor  wszystkie prace polowe wykonywalem konmi . Byla to zwykla para koni roboczych rasy wielkopolskiej , w bardzo dobrej kondycji , nie byly tak znakomite jak te pod Wiedniem ktore ujezdzali polscy kawalerzysci , ale daja glowe, ze na ktorym bym nie siedzial , kobyle czy walachu , to dogonilbym nawet w 20 kilometrowym poscigu niejednego tureckiego kawalerzyste - nie mowiac juz o tych co spiepszali per pedes - nawet jak siedzieli na tych swoich arabach a ja tylko na "wielkopolanach". W tej gonitwie jedne i drugie konie kiedys musialy sie zmeczyc ! ! To gonienie , to byla tylko kwestia charakteru i zawzietosci.

Teraz troche o jedzeniu .

Konie lubia skubac liscie , jak ich sie postawilo pod jakims niewysokim drzewem lub w poblizu krzewu   wrabali sporo tej zielonki , nie oto jednak chodzi . Moje wowczas zywione byly normalnie , dostawaly zytnia sieczke i 3 do 5 kg. sruty owsiano -jeczmiennej dziennie  i po tych 11 dniach nic nie stracily na swojej kondycji i wigorze , trzeba je bylo widziec jak po pracy zdjalem z nich polszorki i puscilern na lake , brykaniom nie bylo konca.

Pon profesor o kuniach nima zielonego pojyncia . Takie alibi Sobieskienu bylo  niepotrzebne , nie slyszal tez profesor ze jak dawniej wyruszalo sie w krotka   podroz ,  to bralo sie ze soba 10 kg owsa , przywiazywalo sie toto do troka ,swojego albo pocztowego, i w razie konskiego apetytu  dokarmialo sie kobyle z czapki ! Przy normalnie odzywionych koniach i w dobrej kondycji  nawet calkowity dwudniowy post nie doprowadzi do zadnego ubytku kondycyjnego, pod warunkiem - ze sie ich poi . Aby zamknac  te kwestie  to przypomne Wimmerowi -bo starszym krakowianom i. warszawiakom chyba nie potrzebuje - tych owczesnych dorozkarzy , ktorzy dzien i w nocy stali do dyspozycji i w chwilach wolnych od pracy  koniowi przymocowywali do lba plociany worek z karma , i nieco wychudzona szkapa sobie pojadala a dorozkarz ucinal drzemke.

Zejscie z Kahlenbergu i 1.5 kilometrowa szarza ktora trwala 10 -- 15 minut nie mogla w zadnym wypadku doprowadzic do takiego wykonczenia wierzchowcow  zeby nie mozna bylo kontynuowac poscigu - i to nawet 10 kilometrowego . Moglo by tak sie zdarzyc tylko wowczas , gdyby konie byly do dupy i przewracaly sie od samego podmuch wiatru . Wtedy nie mozna jednak mowic o doskonalych wierzchowcach - tylko o chabetach .

Jestem jednak pewien ze te polskie konie byly w porzadku.                             Reperuje sie slawe krola rowniez tak , cytuje Wimmera :

"Sobieski nakazal podciagnac dzialo i ostrzelac sztandar, ofiarujac 50 zl. za celny strzal . Odleglosc byla jednak za duza , brakowalo tez prochu , wiekszosc bowiem wozow amunicyjnych pozostala w dolinie Weidlingbachu, ogien okazal sie wiec nieskuteczny".(k.c. p.m.)

Wimmer zamiast zostac historykiem powinien zalozyc biuro reklamowe !

Po co sciagac dzialo jak nie bylo prochu ?  Jak odleglosc byla za duza , to po co sciagano dzialo ? Nie bylo prochu - a ogien mial byc skuteczny ?

Jak dla mnie to tego krecenia juz za duzo , ale to nie koniec. Slawa krola bladla z godziny na godzine jak Wimer zapoznawal sie z ta bitwa i trzeba bylo dzialac , i sie pisalo...pisalo... tak !

Bitwa byla juz wygrana ale Sobieski obawial sie ..bla, bla bla , Sobieski przewidywal ale okazalo sie...bla,bla bla ,  Krol zaakceptowal jego zarzadzenia...bla bla bla , Jak planowal przed bitwa krol polski , nie powiodlo sie....bla bla bla...

W koncu dowiadujemy sie czesc prawdy, cytuje Wimmera :

"W bitwie pod Wiedniem Sobieski nie mogl bezposrednio dowodzic wszystkimi wojskami . Nie pozwalala na to rozleglosc  terenu , poprzerzynanego licznymi parowami i pokrytego dosc bujna roslinnoscia , z zadnego ze stanowisk dowodzenia nie mozna bylo widziec  co dzieje sie w kotlinach , za pagorkami, tym bardziej ze obraz przyslanialy dymy wystrzalow z dzial i muszkietow . Niemozliwe tez bylo wydawanie rozkazow na podstawie meldunkow przywozonych przez kurierow , sytuacja bowiem zmieniala sie szybko . Poszczegolni dowodcy kierowali wiec walke sami , mieli zreszta zastrzezone prawo bezposredniego dowodzenia swymi oddzialami".

Na koniec zas laskawie dodaje,

"Wsrod nich wielka role odegral Karol Lotarynski swietnie dowodzacy lewym skrzydlem".

A wiec jednak ! Okazuje sie , iz to co napisalem na poczatku tego krotkiego szkicu jest trafne -  jak sie nie dowodzi - to nie mozna byc tez zwyciezca  !  Po co wiec te klamstwa, przeinaczenia , stawianie pomnikow ,propagandowa literatura , olejne obrazy ? Trzeba bylo to zwyciestwo  skwitowac jednym zdaniem:

W bitwie pod Wiedniem , ktora zakonczyla sie zwyciestwem sprzymierzonych , glowna role odegraly wojska niemieckie dowodzone przez swoich ksiazat , niebagatelna role odegraly tez pomocnicze oddzialy polskie przyprowadzone pod Wieden przez krola Jana IIl Sobieskiego .

Krotko , zwiezle i sprawiedliwie ! Jedyny problem w tym , ze nikomu nie moze taki sprawiedliwy osad przejsc przez gardlo .Poscigu za turecka armia nie bylo , co wiec robil Sobieski ?

"Sam krol udal sie za oboz i spoczal w poblizu Wiedenki (rzeczka p.m),  tu przybyli don ksiaze Waldeck i inni generalowie niemieccy z gratulacjami i podziekowaniami za doprowadzenie do zwyciestwa" ,   jak donosi Wimmer.

Czymze tak wykonczyl sie bohater Sobieski ze musial  "spocząć" ! Zbroi na sobie nie nosil , trzymal  tylko w reku bulawe , ile mogla wazyc ?  Przypuszczam ze nie wiecej jak 1,5 kg.  W tej krotkiej szarzy udzialu nie bral , bo Wimmer twierdzi ze , cytuje :

"Krol podprowadzil oddzialy w poblize przeciwnika i zatrzymal sie na pagorku . Obserwujac ze swoim otoczeniem natarcie". (k.c.)

Nie bede niczego zlego twierdzic   bo mnie w tych namiotach nie bylo , musial jednak tam stracic sporo sil , bo jadl i wieksza czesc dnia spedzil na luzie na Kahlenbergu .

Skromnie przypominam.  ze wsrod gratulantow nie bylo ksiecia Karola , - walczyl jeszcze z Turkami !  Fajnie bylo byc cesarzem ale jeszcze fajniej polskim krolem !  Gdyby ktokolwiek mial ochote w tej chwili poderznac mi gardlo - z powodu tej adrenaliny - niech sekunde poczeka i zada sobie trud i przeczyta nastepne zdanie wygloszone przez prof Zbigniewa Wojcika "eksperta" od Sobieskiego, cytuje :

"Jan IlI przedwczesnie sie starzal , stawal sie malostkowy, zdziwaczaly i przedewszystkim chciwy tak , ze mamy prawo postawic pod znakiem zapytania jego uczciwosc ". (k.c. p. m.)

Wojcik wyraza sie elegancko, ja nie widze potrzeby aby to czynic , i dlatego pisze wprost  ze historycy w Polsce wiedza  wiecej niz to co laskawie podaja swoim czytelnikom , robia ich w konia.! Jak pisze profesor ze ma "prawo" , to ma na to dowody  ze Sobieski byl malwersantem i Bog wie czym jeszcze ! A wiec kawe na lawe profesorze !

Ja juz napisalem co o nim mysle ! I nie wierze ze krol byl nieuczciwy dopiero pod koniec swojego zycia , nieuczciwy byl przed Wiedniem , w czasie Wiednia i po . Rozpoznali sie na nim juz  jemu wspolczesni , i to w jego wlasnym kraju , cytuje sfrustrowanego  prof Wojcika:                                                                                                              
"Jest jakas potworna ironia losu , ze zwyciestwo wiedenskie zamiast polepszyc , p o g o r s z y l o  sytuacje Jana III w kraju" . (podkr.m..)

A co ! , mialo polepszyc  ?  Czy to jest tak trudno zrozumiec ?  Nie potrzeba byc profesorem historii i "autorytetem" aby te   dziecinnie latwa lamiglowke  rozwiazac i to bez wieloletniego siedzenia w fotelu lnstytutu Historii czy na uczelni . Po prostu prawda wyszla na wierzch bardzo szybko . Wieden nie lezy na Alasce . Prywatne kontakty byly na porzadku dziennym , szczegolnie wsrod "wysoko" urodzonych . W gabinetach wielmozow i bogatego mieszczanstwa sprawa odsieczy byla tematem "z pierwszej strony gazet".  Oni wszyscy wiedzieli dokladnie co Sobieski pod Wiedniem robil i jak sie zachowywal . Szczegolnie dobrze o wszystkim poinformowani byli ci   z tak zwanej opozycji prohabsburskiej. W Polsce zylo  sporo pragmatykow , nie tylko romantycy ! Pareset lat pozniej sytuacja sie odwrocila , szczegolnie - na katedrach historii !   Wszyscy w Polsce wowczas wiedzieli  kto pod Wiedniem ? wygral" !

Zaszkodzilo Sobieskiemu w pierwszym rzedzie, ze caly zaszczyt tego zwyciestwa swojej krolewskiej glowie przypisal , a wiec pycha i bufonada , i dodatkowo - zagrabienie calej (wartosciowszej) zdobyczy . Francuski historyk prof. Charles Higounet wyglosil swego czasu taka uwage (cytuje z pamieci , nie chce mi sie szukac) "zadaniem historyka jest o historii relacjonowac a nie ponad nia osadzac". Powinien te regule w formie sentencji powiesic sobie nad biurkiem prof Wojcik i nie tylko on . Dodatkowo sto razy dziennie powtarzac sentencje sw. Augustyna ?verum mihi videtur esse id, quod est"  (wydaje mi sie tylko to byc , co jest) . Rezultaty tego zwyciestwa - poza oczywistym uwolnieniem Wiednia - byly mizerne , zdobyto armaty, bron ,proch i obozy pozostawione przez Turkow, lecz armi nie zniszczono. A dodatkowo;

zwyciestwo pod Wiedniem zostalo okupione przez sprzymierzencow niewspolmiernym do jego rozmiarow strata okolo 4000tys. zolnierzy, w tym l 500 zabitych . Blisko polowe zabitych stanowili Polacy , szczegolnie wiele ich padlo podczas dramatycznych zmagan oddzialow Sieniawskiego .

Oba "probne" ataki ktore nakazal przeprowadzic Sobieski  Zbierzchowskiemu i Sieniawskiemu  doprowadzily do tego, iz oddzialy polskie ktore stanowily mniej niz 1/3 sil sprzymierzonych  - poniosly nieproporcjonalne straty w zolnierzach . Ataki te to poroniony pomysl krola , ktory jako dowodca polskiego kontygentu powinien stanac przed sadem wojskowym i za te niepotrzebne straty  byc osadzony i zmuszony do wyplacania renty rodzinam poleglych zolnierzy . Probny manewr , czy tez probny atak , przeprowadza sie na poligonie . Jak chcial Turkow przestraszyc i zobaczyc jak zareaguja , mogl to zrobic sam ze swoja gwardia przyboczna , ponoc bali sie go strasznie (??), nawet to dowodztwo wycyganil  przedstawiajac ten argument .

A najlepiej by bylo  gdyby poczekal az reszta tureckiego wojska pod naporem sil niemieckich ucieknie, lub tez stal w pogotowiu i obserwowal pole bitwy , i w momencie gdyby do tego doszlo ze oddzialy niemieckie musialyby sie cofnac i ofensywa sie zalamala , uderzylby na Turkow cala moca od tylu , przodu , z gory czy z dolu i ich wykonczyl . Te podskakiwania i ruchawki polskiej konnicy ze strategia i aktualna sytuacja na polu bitwy nie mialy nic wspolnego , byly one niepotrzebna hekatomba zlozona z polskich zolnierzy. Podobnie zrobiono z polskimi zolnierzami pod Lenino .

Jak niebezpieczna byla to chwila  kiedy oddzialy polskiej kawalerii ( bez wsparcia polskiej piechoty ) uciekaly przed Turkami  swiadczy fakt, ze w ucieczce przed nimi stracili glowe do tego stopnia  , ze nie uciekali do swoich . lecz jak relacjonuje Wimmer , cytuje :

"Zdziesiatkowane oddzialy zawrocily i uciekaly scigane przez masy jazdy tureckiej . Szerokim lukiem dotarly one do stanowisk piechoty bawarskiej (niemieckiej , panie Wimmer) , ktorej ogien powstrzymal Turkow ."( k.c.)

A co by sie stalo gdyby w tym miejscu  tych bawarczykow nie bylo ? Czy lepiej, gdyby tylko pod Wiedniem byli sami Polacy i Sobieski ?  Tak sie ucieka o zycie ! Teraz pare luznych przemyslen i skojarzen.

Pare lat temu  prof Karski (ten slawny kurier AK )  zamieszkaly w Ameryce , w swoim krotkim wywiadzie dla tygodnika Wprost  wypowiedzial zdanie ktore cytuje z pamieci :

Polacy ktorzy od 700 lat nie wygrali ani jednej bitwy i ani jednego powstania.... (...)

Jak mozna i nalezy te wypowiedz profesora rozumiec  na tle tych do znudzenia powtarzanych przez polskich historykow bredni ?

Prof.  Wojcik twierdzi , cytuje :

"Znakomity plan zaatakowania oblezniczych wojsk tureckich pod Wiedniem, nie od wschodu , nie frontalnie, lecz od polnocnego zachodu poprzez las Wiedenski bylo koncepcja i jego i ksiecia Karola Lotarynskiego do ktorego obaj doszli niezaleznie , a ktora pozniej ostatecznie uzgodnili." (K.c.)

Mozna i tak krecic. Nie bede do znudzenia powtarzac jakie inne mozliwosci zaatakowania Turkow przez Sobieskiego w chodzily w rachube , wyjasniam jednak ze byl jeden most (o ktorym wiedzial krol ) i ten lezal dokladnie na polnocnym zachodzie od Wiednia . Innego Sobieski nie znal ! Oraz.... ze Niemcy budowali nowy o ktorym nie wiedzial !  Za chwile wroce do mostu , ale juz ostatni raz . Koronym argumentem polskich uczonych - broniacych do upadlego tezy  ze byl to pIan krola Jana III - ma byc ow slawny juz list z 22 lipca 1683r. w ktorym krol zapytywal sie ksiecia Karola o mozliwosc przeprawy , i ten drugi, w ktorym Sobieski "kazal" Niemcom ten istniejacy pilnowac . Na tej kruchej i smiesznej podstawie w dlugich akademickich dyskusjach  doszli do wniosku , ze musial  miec plan  skoro ten most tak jego interesowal., nie przyszlo "uczonym" zupelnie do glowy ze chcial tylko tym mostem przejsc sucha stopa na drugi brzeg Dunaju ?

Cytat Wimmera :

"Dowodzi to (te listy i mapy , p.m.) ze nie znajac jeszcze wynikow ustalen narady z 20 lipca , na podstawie owych ogolnych map (dostal tez dokladne  p.m.) zakladal z gory przeprowadzenie operacji odsieczowej od zachodu , a wiec przyjmowal te sama  koncepcje co ksiaze Karol.

Uparte kozly !  Przeciez byl do cholery tylko jeden most . Cytuje Wojcika :

"Odmawianie Sobieskiemu glownej zaslugi w wielkiej zwycieskiej bitwie z 12 wrzesnia jest bezpodstawne i nie znajduje wiarygodnego uzasadnienia w zrodlach historycznych"  (k. c. podkr. moje.)

Co mnie podkusilo  zeby z takim kretynem sie spierac ?  Sroty pierdoty kapusta i gnoty - jak bezwiednie powtarzala moja wowczas czteroletnia wnuczka.

Jezeli te dwa listy maja byc tym dowodem , to niech Bog ma w opiece slawnych uczonych . Niema innych ? Wedlug Wojcika sa -  tylko niewiadomo gdzie ?

Coz moze byc jednak   w i a r y g o d n i e j s z e g o   od przebiegu samej bitwy , to jest historyczne zrodlo , i to niepodwazalne !  Bitwa jest dowodem , a nie jakies tajemnicze zrodla !

Teraz koncowa uwaga o tym moscie , Wimmer pisze , cytuje :

"Tak wiec plan odsieczy poprzez Las Wiedenski powstal jednoczesnie i niezaleznie u obu dowodcow i byl  pozniej przez nich dopracowany w toku korespondencji  i osobistych juz narad po przybyciu krola polskiego do Austrii (??). Za miejsce przeprawy wojsk polskich i austriackich przyjeto Tulln , gdzie rozpoczeto budowe  mostow pontonowych" .(k. c. p.m.)

Gdybys milczal  uwazano by cie za medrca , ta grecka sentencja pasuje jak ulal do tej wypowiedzi .Ratowanie Sobieskiego jest tak  karkolomne i zenujace , ze ma sie stuprocentowa   pewnosc iz   jego obecnosc pod Wiedniem byla taka jaka byla .

Autor tego cytatu usiluje zasugerowac czytelnikowi , ze Sobieski ktory przybyl pod Wieden 3 wrzesnia  w jakies tam naradzie z niemieckimi dowodcami  ustalil, ze przeprawa wojsk odbedzie sie pod Tulln , i ze niby dopiero wtedy zabrano sie chwatko za wykonanie rozkazu krola i rzekomo jemu podleglych dowodcow i zbudowano ten most . Tak daleko tak dobrze !  W poniedzialek jednak , 6 wrzesnia , wojska ksiecia Karola i oddzialy polskie przeprawily sie juz na drugi brzeg Dunaju ! !  Wynika z tego , ze przy ulewnym deszczu , wezbranych nurtach rzeki i wartkim pradzie , most zbudowano w 3 dni. To znaczy, ze po rozkazie Sobieskiego sciagnieto w to miejsce caly material  potrzebny do budowy tego mostu , z organizowano 2000 saperow i dodatkowo 600 pomocnikow i opracowano konstrukcje .  Radzilbym Wimmerowi  aby zadzwonil do naczelnego sapera polskiego wojska , umowil sie z nim pod Warszawa nad Wisla , i tam zapytal  sie jego,  ile czasu bedzie potrzebowal  -jak wyda jemu rozkaz - na zbudowanie w tym miejscu przeprawy przez rzeke , w warunkach zblizonych do tych pod Wiedniem  razem ze sciagnieciem potrzebnych materialow w roku 1985.                                         Czasami sumienie nie daje spokoju i wtedy uczony historyk uchyla rabek skrzetnie ukrywanej tajemnicy. Wowczas jednak cedzi te wiadomosci  przez zeby i pisze . Cytuje Wojcika :

"Z drugiej wszakze strony trzeba zdecydowanie podkreslic,  ze zwyciestwo bylo wspolnym dzielem Polakow, Austriakow i Niemcow, co zwlaszcza w polskiej swiadomosci historycznej nie znalazlo jeszcze dostatecznego odzwierciedlenia."( k.c)

OK. Nie znalazlo ! Ale tez dlugo jeszcze nie znajdzie ! I pytanie : kto do diabla jest za taka swiadomosc odpowiedzialny ? W tym powyzszym cytacie - sam Wojcik - ktory cienkim glosikiem i niesmialo sugeruje ze pisana  polska historie nalezy zmienic - sam ja falszuje za pomoca przestawienia kolejnosci nacji  ktore proporcjonalnie przyczynily sie do wygrania tej bitwy !  Powinno przeciez byc: Niemcow i Polakow , zgodnie z historyczna prawda . Nie jest to jednak sprawa latwa jak sie zaraz przekonamy . W pierszym rzędzie powinni tą "swiadomosc" posiadać historycy , Wojcik pierwszy powinien dac przyklad, sam do tego nawoluje. Okazuje sie jednak  ze z tego polityczno- patriotycznego chomata  sam wydobyc sie nie moze, i jednym tchem wali bez ogrodek , cytuje :

"Wiekopomne zwyciestwo pod Wiedniem, ktore przynioslo tyle chwaly Polsce, jej armi a przedewszystkim jej krolowi , odbilo sie glosnym echem. w calej Europie, bylo ostatnim wielkim triumfem Rzeczypospolitej na miedzynarodowej arenie politycznej i wojennej" (k.c. p.m.)

Nie mozna konkretniej ?,- czyim wreszcie triumfem -Polski czy Rzeczypospolitej ? Ostatnia to byla Litwa, Bialorus, Ruś czyli Ukraina , Prusy i Polska .

Jeszcze przed chwila , to znaczy w poprzedniej jego wypowiedzi , delikatnie sugerowal o zmiane tej ,"swiadomosci" i mimo to swiadomie te  nieswiadomosc poglebia . Zdaje sie  ze cos mi sie pokickalo ! Chyba jednak nie ! Inny profesor , pan Paczkowski, tez historyk ,wypowiedzial sie kiedys ze w narodzie polskim nie ma zadnej swiadomosci historycznej , lub- ze jest znikoma. Przy takich nauczycielach nie powinien on sobie zbyt duzo obiecywac .Kiedys po premierze filmu Ogniem i mieczem , niedawno temu , zrobil sie niemaly szum w okol ­przemilczanej przez polska strone - pacyfikacji Ukrainy . Oburzala sie najmocniej strona ukrainska . Cos trzeba bylo zrobic  i jakos te sprawe wyjasnic polskiemu spoleczenstwu . Najlepiej w PTV i dzienniku : na minute lub dwie  wpuszcza sie w okienko jakis "autorytet" , ktory w paru zdaniach wyjasnia sprawe . Tak bylo i tym razem , na krotka chwile  pojawila sie sympatyczna twarz prof Wojcika , ktory z rozbrajajacym usmiechem  zakomunikowal  szanownej publicznosci: sprawa jest wyolbrzymiona i nie odpowiada tak zupelnie prawdzie historycznej , zostala ona przez nas dokladnie sprawdzona w mozolnych badaniach , przy ktorych nie pominelismy zadnego dokumentu historycznego , bla b1a bla . I wszysko znowu gra ! Siedzi sobie przed telewizorem jakis X i mowi : no prosze  co ci cholerni Ukraincy znowu wymyslili , to oni nas palili i mordowali , ojciec mi to przeciez  opowiadal , nie ma zadnej watpliwosci , taki madry profesor chyba wie co mowi , na dotatek puscili to na cala Polske , gdyby to co mowia Ukraincy bylo prawda  to taka panstwowa TV nie osmieszalaby sie , i to przed cala Polska .  No wlasnie ?

Nie oto jednak chodzi , nikt nie zapytal sie profesora wprost , jakie to sa dokumenty , i gdzie mozna je znalezc i przeczytac ? Jest to nagminnie stosowany chwyt , nikomu przeciez nie przyjdzie do glowy podwazajac prawdomownosc  "autorytetu". Gdyby na drugi dzien profesor zamiescil okolicznosciowy i wszystko wyjasniajacy artykul w ktoryms ze stolecznych dziennikow i przedstawil te dowody , byloby to O.K. Tego jednak nie moze zrobic , bo ta pacyfikacja Ukrainy byla faktem - i to historycznym faktem ! Taka zabawa w ciuciubabke . Przytocze w tym miejscu dosyc spektakularna i ciekawa ale ponura " historyjke". Pawel Jasienica vel Lech Beynar  czy  tez odwrotnie , w swoich pseudo- naukowych  podrecznikach historii - ktorymi zaczytywali sie swego czasu Polacy , i na nich , "chapneli  troche historiii", pisal w pewnym momencie tak cytuje:                                                                                                                                                           "Wlasciciel ogromnych latyfundiow w Braclawszczyznie ( Koniecpolski p.m.) a rdzenny Polak z pochodzenia potrafil  uspokoic  plebs bezwzglednie, takze stryczkiem , toporem i palem . (k.c. podkr moje.)

Kiedy Jasienica pisal o Rycerzach Zakonnych ("Krzyzakach" ) uzywal innych wyrazen . Zakonnik podobno gwalcil i mordowal . Polak zas na Ukrainie "uspokajal " krnabrnych Rusinow za pomoca , na przyklad pala .

Nic nie dodal , nie opisal tez jak takie uspokajanie na palu wygladalo.

Otoz , na wbity lub lezacy na ziemi drewniany pal , zaostrzony z jednego konca siekiera w czub , wsadzano lub nadziewano ryczacgo z bolu delikwenta . Potem juz tylko do zwiazanych jego nog przymocowano polszorki pary koni , powiedziano : wio..., i to byloby wszystko.

Zadziwiajaca moralnosc !

Gdyby zbadano te dokumenty rzetelnie i naukowo , dowody i relacje drugiej strony ,  podano to do publicznej wiadomosci , to nie jednemu "puscily" by nerwy .   Nie twierdze ze Ukraincy byli aniolkami , ale to ich maltretowano , jakos musieli sie we wlasnym kraju bronic , szczegolnie ze takich "koniecpolskich" bylo na peczki. To na marginesie , wracam pod Wieden .

Zwyciestwo pod Wiedniem  faktycznie znalazlo uznanie w oczach owczesnej Europy , i wielu nie znajac szczegolow bylo gotowych przyznac duza  zasluge Sobieskiemu . Wynikalo to jednak z tego ze byl jedynym krolem na polu bitwy  i rozumowano nastepujaco: skoro tam byl krol  to musial dowodzic . W swiadomosci wielu , a szczegolnie tych ktorzy byli rzadzeni w panstwach o ustroju absolutystycznym  w ogole inna mysl nie przyszla do glowy . Ci natomiast , ktorzy byli na miejscu lub w poblizu , mieli calkiem inne zdanie.

Jego "tryiumfalny" wjazd , do nie przez niego oswobodzonego Wiednia , byl zupelnie nie zasluzony, powodowany pycha i malostkowoscia , odebral tym innym zaslugi z odniesionego zwyciestwa , arogancja i buta i zarazem  bezczelne zagarniecie wiekszosci lupow wojennych ( w dodatku tych najbardziej wartosciowych) doprowadzily do tego , iz w dzien po bitwie cesarz Leopold I nie chcial jego na oczy widziec !  Sobieskiego spotykal afront za afrontem . Bezczelne i ordynarne pchanie na wegierski tron  swojego syna Jakuba  bylo politycznym antymajstersztykiem krola Jana III .

Jego , "polityka" i zachowanie  doprowadzilo do tego , ze niemiecka  ludnosc  zaczela sie do niego odnosic wrogo - i do polskich oddzialow - i domagac  sie natychmiastowego ich odejscia.

Walter Leitsch , wspolautor ksiazki "Zwyciestwo pod Wiedniem 1683"; analizujac postac Sobieskiego i owczesnej sytuacji politycznej w Polsce pisze , cytuje :

"Po kleskach w latach piedziesiatych , szesdziesiatych i siedemdziesiatych XVII wieku ,upadlo znaczenie polityczne Polski ./ Sobieski sam bez sprzymierzencow , niewiele mogl osiagnac ./ U potencjalnych sprzymierzencow zainteresowanie wspolpraca z Polska bylo minimalne./ Przedewszystkim nad wyraz skrommne bylo znaczenie Polski jako sily militarnej./ Rok 1683 stworzyl dla krola znakomita okazje ./ Gdyby on w jakis sposob z uzytkowal  te umiejetnosci , wychodzac poza czysto polskie zainteresowania , wplyneloby to pozytywnie na prestiz Polski w Europie./ Nie skorzystali z przymierza Polacy jako nacja polityczna ./ Sami pozbawili sie mozliwosci owocow glosnego i znaczacego zwyciestwa./ (koniec cytatow.)

Nie podpisuje sie w calosci pod trescia  tych wypowiedzi , sa dla mnie zbyt "dyplomatyczne", sa jednak dostatecznie mocne , i oddaja  w pelni owczesna  rzeczywistosc . Jego dzialalnosc polityczna omowilem w osobnym szkicu . Natomiast fakt ze swoim zachowaniem i pycha oraz glupota  pozbyl sie z mety swoich sprzymierzencow i partnerow,  swiadczy o Sobieskim jaknajgorzej . Traktowanie potencjalnych sprzymierzencow  politycznych i wojskowych z gory , nonszalancko i niesprawiedliwie , kompromituje osoba krola rowniez jako polityka . Proby ratowania krola Sobieskiego przez historykow , ktorzy w mini szczegolach i analizach wyszukali pare pozytywnych dokonan z przeszlosci i je naglasniaja , sa bez znaczenia . Liczy sie finisz . Meta . Koncowy efekt , a ten byl  -- zaden !  Coz z tego ze kiedys tam pokonal sprzymierzencow tureckich,- Tatarow czy Kozakow; dawniejszych polskich terytoriow i tak nie odzyskal .

W koncu po wielu pochwalnych peanach na czesc Sobieskiego , po powolywaniu sie nawet na Clausewitza i innych wojskowych historykow , po uznaniu go za wojskowego i politycznego geniusza  prof Wojcik z bolem przyznaje. Cytuje :

"Nie zrealizowal przeciez zadnego ze swych planow politycznych , przedewszystkim tego najwiekszego, zwiazanego z Prusami Ksiazecymi . Nie zapewnil zadnemu ze swych synow korony ani zadnego dziedzicznego wladztwa . Nie przeprowadzil  zadnych niezbednych reform  wewnetrznych o ktorych koniecznosci byl calkowicie przekonany . Plany jego nie zostaly zrealizowane , ale trudno stwierdzic ze nie udalo mu sie nic . Stal  sie wielka  legenda dla narodu polskiego" . (k.c.)

Tak jest ! Stal sie legenda !  MITEM !  W duzym Uniwersalnym Leksykonie pod haslem legenda - czytamy ; Legenda - malo prawdopodobna historia .

Czyli rzecz wymyslona na jakis uzytek , w tym przypadku na podreperowanie minorowych nastrojow polskiego spoleczenstwa i poprawienia samopoczucia . To byloby w zasadzie wszystko . Do legendy naleza tez obrazy na  ktorych  przedstawia sie  Sobieskiego w blyszczacej i wypolerowanej zbroi , jak tnie szabla na lewo i prawo tych przebrzydlych muzulmanow  na prawym skrzydle wojska odsieczowego , i pomaga  jemu syn Jakub , jak pod jego ciosami Turcy sie  przewracaja i trup sciele sie gesto . Taka  legendo - zyczeniowa nieprawda !

Podsumowanie : Sobieski do dogorywajacego Wiednia nie spieszyl sie , mial czas i na sadzenie drzewek i usciski z malzonka  ktora towarzyszyla jemu do granicy . Nie zapoznal sie z topografia , nie dowodzil a kiedy to czynil , skutki okazywaly sie tragiczne . Zadnej , a wlasciwie jedynej swojej koncepcji nie zrealizowal - wojsko tureckie w calosci uszlo w sina dal . Nie potrafil w decydujacym momencie zapanowac nad swoimi oddzialami ktore zajely sie bogaceniem , zamiast zadac cios ostateczny . Nie skorzystal z propozycji ksiecia Lotarynskigo ktory wykorzystalby polskie oddzialy sensowniej . Opoznil  przez swoja zarozumialosc szturm generalny o conajmniej 4 godziny. Zajmowal sie rzeczami ktore w tej dramatycznej chwili nie powinien robic. Odpowiada za bezsensowne straty w swoich oddzialach . Zamiast podzielic sie zdobycza sprawiedliwie , zagarnal wiekszosc i co lepsze dla siebie .Urzadzil  nieprawdopodobne "wschodnie" przedstawienie , wjezdzajac do Wiednia w roli triumfatora zrazajac do siebie wszystkich wlacznie z cesarzem Niemiec . Swoja pycha i arogancja pomniejszyl czy tez odebral prawdziwym zwyciezca ich zasluzona slawe. Wyslal kuriera do zony z tym nieszczesnym strzemieniem , a nie wyslal takowego do maszerujacych ciagle na Wieden taborow i oddzialow polskich . Na koniec "poklocil" sie z cesarzem bo chcial swego synalka Jakuba wsadzic na wegierski tron co bylo jego polityczna  katastrofa..

Mimo tych oczywistych faktow , sporo w fakty nie wierzy i uwazaja  ze.... , cytuje prof.Wojcika :

(...)glownym autorem zwyciestwa  byl bezprzecznie krol polski , ktory po mistrzowsku , ze znakomitym wykorzystaniem  warunkow topograficznych  zaplanowal i przeprowadzil decydujacy atak husarii ze szczytow podwiedenskich .(....) (koniec cytatu)

Do namiotow Wezyra ! Amen.

 

Berlin marzec 1985r.                                                                          T.v.R.

Poprawiono i uzupelniono

24.03.2001 Berlin

(-) Copyright by Tezlav von Roya

 

.

                  

 

 

Datenschutzerklärung
Eigene Webseite von Beepworld
 
Verantwortlich für den Inhalt dieser Seite ist ausschließlich der
Autor dieser Homepage, kontaktierbar über dieses Formular!